(Niekoniecznie) fajny film (niekoniecznie) wczoraj widziałem

Dyskusje ogólne, nie tylko na tematy związane z serialami TV ale też:
Kino, Muzyka, Film, Wydarzenia, Internet, Społeczność.. itp.
dunk on u
Wskaż do odpowiedzi
youtube Warszawa

Post autor: dunk on u »

Witam,

Obejrzałem ostatnio najlepsze pierwsze 5 minut filmu.
Tropa de Elite [2007] - brazylijski film o wojnie w slumsach Rio de Janeiro pomiędzy gangami, policjantami i BOPE - Batalho de Operaçes Policiais Especiais, którzy są wzywani gdy policja sobie nie radzi :D
Cały film jest dobry i warty obejrzenia ,tyle że ten początek jest tak nakręcający , że później można odnieść wrażenie, że akcja troszkę siadła. Chyba bym wolał tą scenę wyłącznie w środku filmu. A i muszę dodać. że muzyka jest genialna.

Ciekaw jestem jakie są Wasze opinie o tym filmie i jego początku :)

http://www.tropadeeliteofilme.com.br/
http://www.imdb.com/title/tt0861739/

Shooter [2007] - eee, to jest niezły film? Początek (znów początek :) ) interesujący. Jako fan CS'a scena headshota z kilometra świetna ale później żenada. "Dlaczego to robisz? - Bo zabili mi psa." czy jakoś tak i to wypowiedziane ze śmiertelnie poważną miną powaliło mnie zupełnie. Nie polecam nikomu tego filmu. Podobnie Condemned [2007], film ten do oglądania wybrałem na ślepo - stracony czas.

Jeśli ktoś lubi kino akcji to musi obejrzeć trylogie Bourne'a, uwaga! książki o niebo lepsze niż filmy, które z kolei są wyśmienite.

Nawiązując jeszcze do Shootera - jeśli film o snajperach to polecam Enemy at the Gates [2001]

Hardware [1990] ???
http://www.imdb.com/title/tt0099740/
Widział ktoś z Was ten film? Polecam/ nie polecam hehe, sam nie wiem. Chyba z chęcią przeczytałbym jakieś Wasze opinie o tym filmie, podyskutował o scenach.
3/4 filmu w jednym mieszkaniu o architekturze pozwalającej "ganiać się w kółko" :D Robot, kobieta i kilku innych dziwnych bohaterów starających się jej pomóc nie zginąć z rąk, nie, może inaczej, urządzeń ;) robota. Film oprócz wiernych fanów nie zbiera dobrych recenzji. Ale dla mnie to klasyk. Nie wyobrażam sobie innej ścieżki dźwiękowej, każdy utwór idealnie pasuje (podobne odczucia co do muzyki mam z Natural Born Killers [1994] również polecam).

A z Waszych wypowiedzi zainteresowałem się:
He Was a Quiet Man,
Black Snake Moan,
Good Shepherd - do tego zbieram się już jakiś czas ale nigdy nie mogę znaleźć tych 3 h wolnego czasu :/

Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Lisu11
Wskaż do odpowiedzi
Expert
Expert
Posty: 1545
Rejestracja: 24 grudnia 2007, 13:59
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wr

Post autor: Lisu11 »

dunk on u pisze:Obejrzałem ostatnio najlepsze pierwsze 5 minut filmu.
Tropa de Elite [2007] -
Się naoglądałeś :D
Helventis
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Helventis »

ja po waszych dość pozytywnych minirecenzjach skusilem sie i obejrzałem dzisiaj film "Hitman" ... i moim zdaniem zdecydowanie najgorszy film akcji jaki widziałem w ciągu ostatniego roku. Fabuła nudna, dialogi sztywne do bólu, z twardego bezwzględnego zabójcy zrobił się miły gość (dla tej kobitki przynajmniej), no i Timothy Olyphant - jego gra to totalna żenada -.-. Sceny walki też mierne (jedyna całkiem całkiem to ta w komnacie "arcybiskupa" (czy kogośtam) ale co z tego skoro trwa ona ... 20 sekund? . Jedyny udany motyw w tym filmie to moim zdaniem to jak wpada przez okno a tam goście grają w hitmana na konsoli :P. To sie twórcą akurat udało.

Filmu ZDECYDOWANIE NIE POLECAM! Wiem że może dla niektórych to co powiem to bluźnierstwo , ale sądzę że nawet taki idiota i partacz jak Uwe Boll by zrobił lepszego Hitmana
dukekubas
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: dukekubas »

cashback bardzo ciekawa, [przy czym w wiekosci pozytywnie naiwna] opowiesc... bardzo przyjemne kino

disturbia prosty, standardami operujacy obraz w wiekszosci o niczym...totalny przecietniak

mr. brooks inne podejscie do thrillerow, niestandardowa akcja i fabula plus znosne aktrostwo...dobry film
Awatar użytkownika
despo
Wskaż do odpowiedzi
zawodowiec
zawodowiec
Posty: 321
Rejestracja: 20 listopada 2007, 02:48

Post autor: despo »

Yeopgijeogin Geunyeo (aka My Sassy Girl) - koreański flm z 2001r. komedia romatyczna.

Mimo, że nie jestem fanem tego gatunku to jestem pod wielkim wrażeniem. Jest on dużo ciekawszy od produkcji zachodnich, trochę mniej schematyczny po prostu inny. Amerykańce mają zrobić własną wersję w tym roku. Pewnie nic z tego dobrego nie wyjdzie, jak w większości ich kopii z Azji.

Śmiałem się od samego początku, później klimat z czasem się zmieniał, sporo nieporozumień i zwrotów akcji, sprawiło że stał się trochę smutniejszy, zakończenie jest ... nie będę pisał sami zobaczcie.

Film szczerze polecam kawał dobrego kina.
Mr.Wolf
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Mr.Wolf »

Helventis pisze:a po waszych dość pozytywnych minirecenzjach skusilem sie i obejrzałem dzisiaj film "Hitman" ... i moim zdaniem zdecydowanie najgorszy film akcji jaki widziałem w ciągu ostatniego roku. Fabuła nudna, dialogi sztywne do bólu, z twardego bezwzględnego zabójcy zrobił się miły gość (dla tej kobitki przynajmniej), no i Timothy Olyphant - jego gra to totalna żenada -.-. Sceny walki też mierne (jedyna całkiem całkiem to ta w komnacie "arcybiskupa" (czy kogośtam) ale co z tego skoro trwa ona ... 20 sekund? . Jedyny udany motyw w tym filmie to moim zdaniem to jak wpada przez okno a tam goście grają w hitmana na konsoli . To sie twórcą akurat udało.

Racja kolego zgadzam się z tobą, z resztą Timothy Olyphant nie pasował do tej roli, schrzanili to strasznie. Mogli wziąść Jasona Stathama który wrecz bez charakteryzacji jest podobny do kultowego hitmana. W dodatku jest idealnie zbudowany i twarz nieziemsko podobna. W transporterze jedynce odwalił kawał dobrej roboty a już tam kojarzył mi się z hitmanem:P. Wiecie: elegancki dopasowany garniturek, rękawiczki, skromny, małomówny itd.;DTak czy owak nie kumam kilku decyzji rezyserów tego filmu co do aktorów jak i zachowania bohatera. Chyba nigdy nie grali w ta gre i nie wiedzą jakby zachował się prawdziwy hitman;D
Awatar użytkownika
asd
Wskaż do odpowiedzi
ZAŁOŻYCIEL
ZAŁOŻYCIEL
Expert
Expert
Posty: 13028
Rejestracja: 17 listopada 2007, 23:25
Płeć: Mężczyzna
Ulubiony Serial: Rescue Me
Lokalizacja: UE

Post autor: asd »

Project Monster - szkoda gadać - było do przewidzenia skoro wyprodukowali go goście od Losta.
Film koszmarny choć samo wyjscie do kina miło wspominam :wink:
Obrazek When Dreams Come True...
Awatar użytkownika
Shedao Shai
Wskaż do odpowiedzi
mało przepuszczam
mało przepuszczam
Posty: 1013
Rejestracja: 19 listopada 2007, 23:14
Płeć: Mężczyzna
Ulubiony Serial: Battlestar Galactica
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Miłość na gruzach Nowego Jorku

Post autor: Shedao Shai »

“This is a dark and somber movie that, in some ways, makes the recent apocalyptic blockbuster I Am Legend look like a rib-tickling comedy.”

--Rottentomatoes.com

Zwyczajowo odczekałem trochę czasu od obejrzenia filmu (tym razem nawet wyjątkowo długo!), żeby choć trochę podkręcić poziom obiektywizmu w recenzji; jak zwykle nie wyszło, ale przynajmniej mi nikt nie zarzuci że nie próbowałem.
Fajny film ostatnio widziałem.
Nazywał się „Pole koniczynek”, ale zwykli śmiertelnicy znają go pod kryptonimem bojowym „Projekt: Monster”, hybrydą będącą uczczeniem polsko-amerykańskiej przyjaźni. Świetna i oryginalna kampania promocyjna sprawiła, że kochałem ten film od pierwszego trailera (zatytułowanego wówczas po prostu jako 1-18-08 albo New Untitled J.J. Abrams Project), I choć bardzo bym chciał, nie potrafię się okłamać – ten film był w moim TOP odkąd tylko usłyszałem pierwszy ryk potwora, zobaczyłem pierwszą eksplozję czy turlającą się po ulicy głowę Statuy Wolności. Jedyną wątpliwą kwestią było, czy będzie to TOP 10/5/1 tego roku, i jak bardzo to będzie TOP na mojej liście ulubionych filmów. Teraz już mogę powiedzieć, że wszędzie będzie bardzo wysoko. Nie spodziewam się zobaczyć w tym roku lepszego filmu; takie powstają raz na dobrych parę lat.

Cloverfield jest wielki.
To punkt wyjściowy mojej recenzji i jeśli w którymś momencie jej czytania najdzie was wątpliwość czy tak jest, proszę wrócić do tego zdania i przeczytać je raz jeszcze.

Oceniając Cloverfielda niełatwo jest pominąć porównanie z innym filmem kręconym z kamery ręcznej – “The Blair Witch Project”. W obu zatrudniono nieznanych aktorów, oba miały bardzo głośną i oryginalną kampanię reklamową. Blair Witch ujął mnie nowatorskim podejściem do techniki robienia horroru, ale suma sumarum zawiódł mnie na całej linii – pomysł został niewykorzystany i położony przez kiepskie aktorstwo oraz budowanie grozy jakby na siłę. Twórcy Cloverfielda wyciągnęli słuszną lekcję z pomyłek poprzedników, dzięki czemu powstał film o którym śmiało mówić, że to coś więcej niż… właśnie, co? Ciężko jest ten film zaklasyfikować – z jednej strony wydaje się być horrorem (bałem się jak za młodu Buki), z drugiej romansem (pod koniec ryczałem jak bóbr), a film nie jest ani jednym, ani drugim. Największym plusem Cloverfielda jest, to że wywołuje emocje. Bo jest wiele filmów genialnie skonstruowanych, napisanych i zagranych, z których nic nie wynika – ogląda się je podziwiając mistrzowski kunszt aktorów tam grających, wiemy że wielki film to jest, ale zapominamy o nim tuż po seansie i jedyny pożytek z nich, że możemy odhaczyć na liście „widziane”.

Cloverfield należy do tego wąskiego grona filmów, które wciągnie widza, przeżuje i wyrzuci skrajnie zmaltretowanego uczuciowo. Szczerze wam powiem, że współczuję ludziom którym ten film się nie podobał. Bo to nie świadczy o tym że mają zły gust, nie – konwencja jest po prostu specyficzna i może nie trafić w czyjeś upodobania. Ale jednocześnie ci ludzie tracą coś, co ja i wielu innych przeżyło i będziemy bardzo mile wspominać. Cloverfield do mnie trafił. Przemówił do mojego wnętrza, do najgłębszej warstwy psychiki, jak żaden film od czasów „Requiem dla snu”. Czym? Film jest genialny w swojej prostocie. Mamy oto imprezę pożegnalną dla Roba – typowego dwudziestosiedmiolatka, który odniósł sukces w życiu. Od czasów studiów podkochiwał się nie bez wzajemności w swojej przyjaciółce, Beth. Ich dobrze zapowiadający się związek zostaje przerwany, gdy Rob dostaje lukratywną propozycję pracy w Japonii. Rob postanawia nie ciągnąć dalej miłosnych podchodów, wiedząc że i tak nie mają przed sobą wspólnych perspektyw. W przeddzień wyjazdu, przyjaciele Roba urządzają mu przyjęcie-niespodziankę. Zjawia się Beth, jednak Rob kłóci się z nią i ta wychodzi obrażona. Przyjęcie trwa. W pewnym momencie ma miejsce trzęsienie ziemi, na chwilę gasną światła, po czym wszystko wraca do normy. Ludzie włączają telewizor, gdzie spikerka mówi o wywróconym tankowcu nieopodal Statuy Wolności. Ktoś rozkminia że to całkiem blisko stąd i warto by pójść na dach, a nuż coś zobaczymy. Wtedy w oddali ma miejsce eksplozja, coś wybucha, wszędzie lecą jakieś szczątki, coś gdzieś zaczyna szaleć i nikt nie wie co. Wkrótce bohater dowiaduje się, że jego ukochana jest ranna. Ignorując przymusową ewakuację miasta, rezygnuje z ratunku i wraca po nią nie zwracając uwagi na pandemonium szalejące po NY. Proste? Banalne? Jak cholera. I w tej swojej prostocie film miażdży, ponieważ nie ma w nim ani trochę patetyzmu czy sztuczności – jest to po prostu historia zwykłego człowieka, który chce uratować najbliższą mu osobę. Bardzo łatwo było mi się wczuć w sytuację Roba, jako że jest on człowiekiem w wielu miejscach mi bliskim. Zwyczajny facet ze swoimi zaletami, wadami i pragnieniami. Przez cały film mu kibicowałem, żeby uratował Beth i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Pierwszy raz autentycznie pragnąłem żeby film miał sztampowe, amerykańskie zakończenie z cyklu „10 lat później w Christmas Eve”, gdzie Rob i Beth daliby swoim dzieciom zestawy kolejek elektrycznych owinięte w dobrze widoczną amerykańską flagę. Oczywiście, czy tak się stało czy też nie – nie powiem. Powiem co najwyżej, że zakończenie jest bardzo wzruszające i w swojej prostocie właśnie dojmujące. Zwykłe „kocham cię”, ale wypowiedziane z taką mocą i przekonaniem, że przez następnych kilka dni byłem melancholijny niczym naćpany zombie.

O potworze nie wiadomo praktycznie nic. Jest go mało, ale nie martwcie się – widać go. Za to cały czas czuje się, że gdzieś tam jest, uczucie nieustannego zagrożenia nie mija ani na chwilę. Ogromny plus. Nie dostajemy z miejsca specyfiki potwora, jego imienia, wymiarów, preferencji seksualnych i rozmiaru buta. Ludzie chcący mieć podane wszystko na tacy ostro się rozczarują (zresztą już wiele takich recenzji czytałem: „jak zwykle się nic nie wyjaśnia o boże jj abrams to cham i robi jak w lostach żadnych odpowiedzi aaaaaaaaa!!!!!!1111oneoneone njenawidze projekt monster” ). Tylko zapytajcie się: czy o to w tym filmie chodzi? Bo jeśli tak – nie idźcie, bo faktycznie możecie wyjść z kina rozczarowani. Matt Reeves pojął to, co dzisiaj filmowcom tak trudno zrozumieć: że najbardziej intrygujące jest niedopowiedzenie. Wszystko widzimy z perspektywy zwykłego człowieka – coś zaatakowało miasto, coś mi zagraża, nie wiem co to jest. Za to wiem jedno: muszę uciekać. I dzięki temu właśnie film jest taki przerażający i realistyczny
Cały film to nagranie z kasety nakręconej w większości przez najlepszego przyjaciela Roba, Huda. Hud nagrywa na kasecie, na której wcześniej był zapis z podróży Roba i Beth na Coney Island – beztroskiego dnia jaki razem spędzili. W chwilach gdy Hud pauzuje bądź wyłącza kamerę widz widzi sceny z ich sielskiej wycieczki, które w konfrontacji ze świadomością w jak tragiczne okoliczności zostali rzuceni bohaterowie niespełna miesiąc wcześniej nadają filmowi jeszcze bardziej ponury i poruszający wydźwięk. Ostatnie przebicie następuje już po zakończeniu właściwej akcji z potworem, niczym kropka nad „i” przypieczętowując osłupienie widza. Obraz często się trzęsie (realizm został zachowany akurat w idealnym stopniu, tzn. nie denerwuje, ale przekonuje), film od początku ma specyficzny, psychodeliczny klimat który cały czas przybiera na natężeniu a od momentu ataku potwora twórcy fundują nam ostrą jazdę bez trzymanki, aż do końca.

Na koniec chciałem wspomnieć jeszcze o jednym, bardzo mocnym punkcie Cloverfielda – o aktorstwie. A to okazało się o wiele lepsze niż się spodziewałem. W obsadzie nie pojawiło się żadne znane nazwisko (no, przez chwilę pojawił się główny bohater z „Taxi”, ale to w ramach takiego mrugnięcia do widzów), dzięki czemu film tym bardziej nabiera realności. Bo przepraszam, ale Brad Pitt uciekający przed potworem może i by był niezły, ale wtedy byłby to zwykły film akcji i nikt by się z Bradziem nie zidentyfikował. A tak, mamy bardzo zdolnych młodych aktorów, którzy dali radę aż nadto. Powiem więcej: genialne role, praktycznie każdego. Michaela Stahla-Davida jako Roba, Odette Yustman jako Beth, T.J. Miller jako Hud czy Lizzy Caplan jako Marlena Diamond – obiekt westchnień Huda. Nawet moja do bólu sadystyczna psychika stała po ich stronie.

Muzyki w tym filmie jako takiej nie ma – wymaga tego sposób w jaki został zrobiony. Jedyne utwory w Cloverfieldzie to te, które słyszymy podczas imprezy u Roba na początku filmu. Duży plus za zachowanie realistyczności, tzn. puszczono utwory rzeczywiście obecnie modne - tworzenie na siłę jakichś hiciorów z alternatywnej rzeczywistości wymyślanych przez b-klasowe zespoliki rokowe w tym przypadku nie wchodziłoby w grę. A tak kojarzyłem większość utworów, dzięki czemu nawet i tutaj mogłem się wczuć. Jak realistyczność, to na całego. Chciałbym przy okazji tu wspomnieć, że jednym z utworów był „19-2000” Gorillaz. No. I od tego momentu film już mnie miał. :D

Cloverfield dotarł do mnie. Wychodziłem z kina roztrzęsiony, wzruszony (a my twarde mężczyzny jesteśmy i nie płaczemy nawet jak skaleczymy palec, więc to już o czymś świadczy), przerażony i zachwycony. Tak samo było za drugim razem, mimo że wiedziałem już czego się spodziewać. Choćby tylko za to nie byłoby fair dać filmowi inną ocenę niż 10/10.

PS. Ten cytat u góry dałem tylko dlatego, że mi się jakoś dziwnie i perwersyjnie spodobał, broń Boże nie cieszę się że ktoś uznał Clovera za lepszego od „Jestem legendą”, bo przy całej mojej sympatii dla tego drugiego, ale, hihi, nie ta klasa, panie, oj nie ta.

PS 2. I bardzo mnie martwi, że Cloverfield miał świetne otwarcie i wciąż dobrze zarabia. Oni zrobią to. Zrobią mi to. Zrobią kontynuację (serio, już chodzą takie słuchy). A tego filmu się nie da dobrze kontynuować. NIE DA. Co najwyżej zrobią dobry monster movie na którym się nie będzie nudzić i który się będzie fajnie oglądać. Ale to wszystko. „Cloverfield 2” będzie jak „Matrix: Reaktywacja”.
Mr.Wolf
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Mr.Wolf »

Piękna recenzja. Po przeczytaniu tylu złych opinii o tym filmie twoja jako jedyna pokonała je wszystkie i skusiła mnie do obejrzenia tego filmu. Dzięki;)
Brita_
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Brita_ »

Mr.Wolf pisze:Piękna recenzja. Po przeczytaniu tylu złych opinii o tym filmie twoja jako jedyna pokonała je wszystkie i skusiła mnie do obejrzenia tego filmu. Dzięki;)
to bardzo ci współczuje :D
Awatar użytkownika
Shedao Shai
Wskaż do odpowiedzi
mało przepuszczam
mało przepuszczam
Posty: 1013
Rejestracja: 19 listopada 2007, 23:14
Płeć: Mężczyzna
Ulubiony Serial: Battlestar Galactica
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Shedao Shai »

@ Mr.Wolf, cieszę się, daj znać jakie wrażenia jak obejrzysz :)
Mr.Wolf
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Mr.Wolf »

Brita pisze:to bardzo ci współczuje


Współczujesz? To ja ci współczuje twojego ograniczenia na pograniczu oglądania jak pewnie sądzisz tylko "ambitnych" filmów (;
Brita_
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Brita_ »

Mr.Wolf pisze:
Brita pisze:to bardzo ci współczuje


Współczujesz? To ja ci współczuje twojego ograniczenia na pograniczu oglądania jak pewnie sądzisz tylko "ambitnych" filmów (;
A co ty mozesz o mnie wiedziec??
nie znasz mnie a wyglaszasz opinie wyssane z palca...
Skup sie na ocenie filmu a nie osby z ktora w zyciu nie rozmawiales
Mr.Wolf
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Mr.Wolf »

To samo dotyczy ciebie, współczujesz a nie znasz nikogo po za jego avatarem i nickiem to po co takie zakompleksione słowa piszesz? Ja tylko ci odpowiedziałem na twoją obraźliwą jakby nie było wypowiedź.
Brita_
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Brita_ »

Widac, ze nie zrozumiales mojej wypowiedzi, bo dotyczyla ona filmu i niczego wiecej...
nie mam w zwyczaju obrazac ludzi, szczegolnie jesli ich nie znam, jakbys byl dluzej na forum albo czytal wszystkie posty to wiedzialbys o tym
Awatar użytkownika
Shedao Shai
Wskaż do odpowiedzi
mało przepuszczam
mało przepuszczam
Posty: 1013
Rejestracja: 19 listopada 2007, 23:14
Płeć: Mężczyzna
Ulubiony Serial: Battlestar Galactica
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Shedao Shai »

Jestem świeżo po seansie "Spokojnego człowieka" ("He Was A Quiet Man", polecony przez Bostonqa na poprzedniej stronie).. Ostatnimi czasy co chwilę trafiam na jakiś ponury, przygnębiający film - aż strach już coś oglądać. Nie, żebym takich nie lubił, ale moja wątpliwej jakości psychika zaczyna już rozpaczliwie wołać o pomoc.

Główny bohater "Spokojnego człowieka" ma na imię Bob. Jest on człowiekiem w średnim wieku i jest świadom, że przegrał swoje życie. Jest zakompleksiony i nieśmiały, koledzy z ogromnego biurowca (który wysadza w myślach codziennie w czasie przerwy obiadowej) mu dokuczają, ładne dziewczyny ani nie zwracają na niego uwagi a jedynym jego wiernym towarzyszem w zapuszczonym domu jest złota rybka. Bob codziennie naładowuje swój pistolet, każdą kulę przeznaczając w myślach zawsze tej samej, nienawidzonej osobie. Paradoksalnie, pewnego dnia Bob staje się bohaterem gdy powstrzymuje innego pracownika który miał odwagę ziścić swoje pragnienie i zaczął strzelać do ludzi w biurze. Były nieudacznik i popychadło musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości...

Film fabularnie nie jest przesadnie zaskakujący (mniej więcej od momentu gdy nastąpiła przemiana głównego bohatera wiedziałem, że o jakimkolwiek happy endzie można pomarzyć), ale nie jest też przewidywalny. Film jest dobrze, konekwentnie poprowadzony i przez większą jego część z zainteresowaniem oglądałem, czekając co będzie dalej. Końcówka zakręca wydarzenia na tyle, że musiałem przez chwilę pomyśleć i wyciągnąć wnioski z wydarzeń na ekranie, a to już coś.

Ze strony aktorskiej nie spodziewałem się wiele i miło się rozczarowałem. Christian Slater nie zabłysnął bodajże od czasów "Prawdziwego romansu" i szczerze mówiąc, z początku go nawet nie poznałem. Bardzo dobrze ucharakteryzowany na typowego biurowego nieudacznika, Slater dał z siebie wszystko i są widoczne efekty. Mile zaskoczyła również Elisha Cuthbert; chyba pierwszy raz nie gra pustej ślicznotki (tylko sparaliżowaną pustą ślicznotkę). Zresztą, w filmie jest ciekawa linia dialogowa, gdy Vanessa (Cuthbert) mówi że zrobiła karierę dzięki temu że potrafi zrobić najlepszego loda w całym stanie. Zastanowiłem się w tym momencie, na ile się to ma do rzeczywistości :D mam tylko jedną wątpliwość do obsady - William H. Macy. Czy tylko mnie ten aktor tak denerwuje? Tak sobie myślę, że idealnie pasowałby do roli Boba - jego fizyczność i mimika pozwalają mu świetnie grać nieudaczników życiowych, co udowodnił choćby w "Edmond". Aktor z niego nie taki tragiczny, ale patrzeć na niego nie mogę.

Podczas kręcenia "Spokojnego człowieka" zastosowano ciekawą kolorystykę, skojarzyło mi się z serialem "Pushing Daisies" - wyraźne, jakby przejaskrawione kolory nadające całej opowieści bajkowy klimat. "Spokojny człowiek" bynajmniej bajkowy nie jest; prędzej baśniowy. W tym filmie to pasuje - klimat podkręcają rozmowy głównego bohatera z rybką akwariową czy chociażby sceny kręcone z kamery przed twarzą Boba (gdzieś już coś takiego było - "Być jak John Malkovich"? "Requiem dla snu"? Nie kojarzę teraz).

Film jest dobry, ogląda się go ciekawie i choć nie daje w kość, to zostawia w pamięci swój ślad. Zastanawiałem się jaką mu dać ocenę, ale myślę że da się trochę naciągnąć i na 8/10 zasłużył. Za życiowość.

PS. Dzięki, Bostonq, za polecenie tego filmu, bo gdyby nie Ty w życiu bym go nie obejrzał - kompletnie mi umknął. Bardzo słabo jest reklamowany, moje seksistowskie zapędy skłaniają mnie do w miarę bacznej obserwacji kariery Elishy, a mimo to ten film jakoś przegapiłem.
Mr.Wolf
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Mr.Wolf »

Filmu ? Tak;] Jeżeli naprawdę to radzę pisać bardziej logicznie bo tamto zawierało stanowcze "ci współczuje" z zacytowaniem mojej wypowiedzi. No i po drugie ja nienawidzę się kłócić wiec zakończmy tą irytującą dla nas obu wymiane zdań:P Pozdrawiam.
Brita_
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Brita_ »

mialam na mysli to , ze film jest tak beznadziejny (wedlug mnie), ze wspolczuje ci ogladania go czyli (wedlug mnie) straconego czasu.
dalsze drazenie tego tematu jest bezcelowe.
Awatar użytkownika
despo
Wskaż do odpowiedzi
zawodowiec
zawodowiec
Posty: 321
Rejestracja: 20 listopada 2007, 02:48

Post autor: despo »

Bungee Jumping of Their Own - kolejny dziwny film jaki oglądałem ostatnio. Produkcja: Korea, rok produkcji: 2001.

Film ma trochę dziwny przebieg akcji. Zaczyna się dosyć standardowo: jest rok 1982, pada deszcz, chłopak (z parasolem) spotyka dziewczynę (bez parasola), która prosi go aby odprowadził ją na przystanek autobusowy. Później spotykają się na uczelni... Nadszedł czas, aby chłopak poszedł do wojska (na 2 lata), dziewczyna chce się z nim pożegnać. Każe mu czekać na dworcu, czas mija dziewczyna się nie pokazuje.

I tu mamy skok, przenosimy się naprzód o kilkanaście lat. Główny bohater jest nauczycielem. No i w tym momencie zaczyna się prawdziwa akcja, może czasem troszkę monotonna ale prowadzącą do trochę dziwnego zakończenia. Nauczyciel w swojej klasie poznaje ucznia który zachowuję się w podobny sposób do swojej dziewczyny sprzed lat.

Po tym opisie łatwo można by było wywnioskować jakie jest zakończenie, ale jest zupełnie inne niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Film czasem ma troszkę nudny przebieg ale warto go oglądnąć chociażby dla zakończenia, albo dla kontrowersji jakie wywołuje. Kino raczej ambitne. odskocznie od całej tej papki jaką nas karmią.
Chmielpiwny
Wskaż do odpowiedzi

Post autor: Chmielpiwny »

We Own the Night - 8,5-9/10

Film naprawde bardzo dobry i z wysmenita obsada. Opowiada o prowadzacym klub kolesiu, ktory ma brata i ojca policjanta, a sam jest mozna powiedziec na bakier z prawem... Wiecej nie napisze, a jedynie polece ten film ;)

Szybka odpowiedź


To pytanie jest elementem zabezpieczającym przed automatycznym zamieszczaniem postów.
   
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: marek żebrowski i 1 gość