autor: Lubec » 20 stycznia 2024, 14:16
Obejrzałem trzy odcinki specjalne z Davidem Tennantem i Catherine Tate i musze przyznać, że mam mieszane odczucia.
Może miałem co do tych epizodów zbyt duże oczekiwania albo może oczekiwałem, że będzie tak jak dawniej za czasów serii z Dziesiątym... bo nie podobały mi się te odcinki, aż tak jak powszechnie są chwalone (czytałem i widziałem same bardzo pozytywne recenzje). Może wpływ na odbiór miało to, że Donna jest moim naj mniej lubianym towarzyszem Doktora, a może nostalgia nie uderzyła mnie tak mocno.
Odcinki, co prawda, są pomysłowe, ale dość przewidywalne i jak dla mnie zbyt "sztywne" - czyli odhaczające kolejne punkty z listy tego co powinno znaleźć się w odcinku Doctora Who.
W aktorstwie dwóch głównych postaci też nie czułem już tego luzu, zwłaszcza u Tennanta, który dwoił się i troił, bo grał bardzo dobrze, ale nie czułem, że to ten Dziesiąty, którego znałem.
Nie zrozumcie mnie źle, fajnie się bawiłem i uważam, że to udany powrót tych aktorów, ale czegoś mi brakowało, żebym mógł powiedzieć, że to bardzo dobre odcinki.
Na osobny akapit zasługuje trzeci odcinek specjalny, który według mnie z tych trzech jest najlepszy i który jest najbliższy klimatem do starych odcinków z Tennantem. Mamy powroty starych postaci (ze starych serii) i mamy świetnego antagonistę, w którego wciela się Neil Patrick Harris. Aktor, który świetnie radzi sobie z graniem przerysowanych postaci i podejrzewam, że będzie to jedna z jego bardziej charakterystycznych ról.
Trochę zdziwiło mnie rozwiązanie, wątku Dziesiątego, które dla fanów może być ciekawe, ale i kontrowersyjne, bo w całej historii serialu nigdy nie doszło do takiej sytuacji
► Pokaż Spoiler
żeby Doktor zregenerował się w dwóch postaciach - starej i nowej. Rodzi to też pytanie, jak teraz liczyć wcielenie, które sportretuje Ncuti Gatwa?
, ale według mnie jest to dobre zakończenie jego wątku i - co więcej - dające szansę na kolejne powroty.
Obejrzałem trzy odcinki specjalne z Davidem Tennantem i Catherine Tate i musze przyznać, że mam mieszane odczucia.
Może miałem co do tych epizodów zbyt duże oczekiwania albo może oczekiwałem, że będzie tak jak dawniej za czasów serii z Dziesiątym... bo nie podobały mi się te odcinki, aż tak jak powszechnie są chwalone (czytałem i widziałem same bardzo pozytywne recenzje). Może wpływ na odbiór miało to, że Donna jest moim naj mniej lubianym towarzyszem Doktora, a może nostalgia nie uderzyła mnie tak mocno.
Odcinki, co prawda, są pomysłowe, ale dość przewidywalne i jak dla mnie zbyt "sztywne" - czyli odhaczające kolejne punkty z listy tego co powinno znaleźć się w odcinku Doctora Who.
W aktorstwie dwóch głównych postaci też nie czułem już tego luzu, zwłaszcza u Tennanta, który dwoił się i troił, bo grał bardzo dobrze, ale nie czułem, że to ten Dziesiąty, którego znałem.
Nie zrozumcie mnie źle, fajnie się bawiłem i uważam, że to udany powrót tych aktorów, ale czegoś mi brakowało, żebym mógł powiedzieć, że to bardzo dobre odcinki.
Na osobny akapit zasługuje trzeci odcinek specjalny, który według mnie z tych trzech jest najlepszy i który jest najbliższy klimatem do starych odcinków z Tennantem. Mamy powroty starych postaci (ze starych serii) i mamy świetnego antagonistę, w którego wciela się Neil Patrick Harris. Aktor, który świetnie radzi sobie z graniem przerysowanych postaci i podejrzewam, że będzie to jedna z jego bardziej charakterystycznych ról.
Trochę zdziwiło mnie rozwiązanie, wątku Dziesiątego, które dla fanów może być ciekawe, ale i kontrowersyjne, bo w całej historii serialu nigdy nie doszło do takiej sytuacji[spoil]żeby Doktor zregenerował się w dwóch postaciach - starej i nowej. Rodzi to też pytanie, jak teraz liczyć wcielenie, które sportretuje Ncuti Gatwa?[/spoil], ale według mnie jest to dobre zakończenie jego wątku i - co więcej - dające szansę na kolejne powroty.