Tymczasem obejrzałem trzeci sezon do końca. Liczył mniej, bo 7 odcinków, nie 10 i chyba nieco przez to uleciała magia Alandów, bo w sumie oglądaliśmy ich relatywnie niewiele, za to chyba zbyt wiele próbowano upchnąć w tych odcinkach różnych wątków, choć zaczęło się nieźle - pierwsze dwa odcinki bardzo mi przypadły do gustu.
Natomiast później zaczęły pojawiać się jakieś dziwne wolty
z drugiej na niektóre postaci zabrakło pomysłu
Wolałem te skromniejsze zmagania Waldemarów z życiem z poprzednich sezonów. A w trzecim sezonie chyba najlepiej wypadli Oskar i Liv... Osobno, acz wciąż razem...
I szczerze, nie wiem, co myśleć o Mikaelu, który nam tu wyrósl na bardzo ważną postać, choć w sumie nie wiem, co go napędzało w jego sprzecznych ruchach... Jakoś nie kupiłem tej jego relacji z Tomem
Podsumowując, z jednej strony miło było wrócić na Alandy, ale chyba nieco za bardzo to było wszystko na siłę - dużo nie brakowało, by się to wszystko w trzecim sezonie nie rozeszło w szwach, dla pożegnania z Tjockare powiedzmy, że wytrzymało...
Dla pożegnania, bo nie chcę, by twórcy wpadli na pomysł kolejnej dokrętki.
Trzy sezony na Alandach z rodziną Waldemarów zupełnie wystarczą - lepiej ją już zakończyć, póki prezentuje jeszcze przyzwoity poziom.
Tymczasem obejrzałem trzeci sezon do końca. Liczył mniej, bo 7 odcinków, nie 10 i chyba nieco przez to uleciała magia Alandów, bo w sumie oglądaliśmy ich relatywnie niewiele, za to chyba zbyt wiele próbowano upchnąć w tych odcinkach różnych wątków, choć zaczęło się nieźle - pierwsze dwa odcinki bardzo mi przypadły do gustu.
Natomiast później zaczęły pojawiać się jakieś dziwne wolty [spoiler]choćby zachowania Lassego, a w ogołe po co ta Marja i w sumie właściwie niewykorzystane wątki dotacji z UE?, no i musiał się pojawić wątek LGBT - wcześniej w ogóle niesygnalizowany...[/spoiler]
z drugiej na niektóre postaci zabrakło pomysłu [spoiler]papierowy Vincent (w ogóle gdzie jego bliscy w czasie ślubu?), na Jonnę po dwóch pojawieniach się w ogóle nie mogłem patrzeć... I te jej zmagania z matką...[/spoiler]
Wolałem te skromniejsze zmagania Waldemarów z życiem z poprzednich sezonów. A w trzecim sezonie chyba najlepiej wypadli Oskar i Liv... Osobno, acz wciąż razem...
I szczerze, nie wiem, co myśleć o Mikaelu, który nam tu wyrósl na bardzo ważną postać, choć w sumie nie wiem, co go napędzało w jego sprzecznych ruchach... Jakoś nie kupiłem tej jego relacji z Tomem [spoiler]i zazdrości o Jonnę[/spoiler]
Podsumowując, z jednej strony miło było wrócić na Alandy, ale chyba nieco za bardzo to było wszystko na siłę - dużo nie brakowało, by się to wszystko w trzecim sezonie nie rozeszło w szwach, dla pożegnania z Tjockare powiedzmy, że wytrzymało...
Dla pożegnania, bo nie chcę, by twórcy wpadli na pomysł kolejnej dokrętki.
Trzy sezony na Alandach z rodziną Waldemarów zupełnie wystarczą - lepiej ją już zakończyć, póki prezentuje jeszcze przyzwoity poziom.