autor: najphil » 13 października 2012, 12:22
Po pierwszym odcinku.
Szlag mnie trafia. Jak można spierniczyć serial, o tak fajnym potencjale. Zatrudniono Melissę - cudo na cudy. Reszta obsady też świetna - starczy powiedzieć, że w roli ochroniarza, który w całym odcinku wypowiada jedno zdanie, gra Colin Firth. Nawet postarano się, by do roli mordercy na zlecenie wybrać kolesia, który po prostu elektryzuje - niczym "Szwed" z serialu "Hells on Wheels". Mógłby to być naprawdę dobry thriller szpiegowski.
Tymczasem wyszło strasznie naiwne filmidło.
Motyw z udawanym postrzałem w głowę - koleś, którego wrabiają orientuje się, że to był przekręt smakując krew, która została mu na twarzy. No na miłość boską, co oni tam użyli, syropu malinowego!?
Cały motyw z przygotowaniem haczyka, dzięki któremu Sam zbliży się do celu - żenujący. Mamy rodzinę, mocno zamieszaną w działalność przestępczą, pilnującą się na każdym kroku, a tu nagle pojawia się znikąd piękna dziewczyna, która wykazując ogromną przytomność umysłu i refleks szachisty, udaremnia porwanie chłopca. Do tego jest akurat bezrobotną amerykanką, która tak jak jeden z członków rodziny, także utraciła bliskich w tragiczny sposób. Na ile zbiegów okoliczności można dać się nabrać?
Już w domu rodziny, Sam, przemykając pomiędzy domownikami dostaje się do biblioteki - centrum knucia i bez problemów montuje kilka kamer. W pokoju, w którym przewidująco zainstalowano wyrafinowany sprzęt, uniemożliwiający podsłuch, zapomniano o dodaniu takiego gadżetu dla na żywo przesyłanego obrazu. Śmiech
I w końcu zdanie, które pada w ogromnej ilości seriali i filmów - "Sprawdziliśmy ją". Innymi słowy wynajęty haker włamał się do odpowiednich baz i sprawdził przeszłość bohatera. Agencja, przygotowująca podpuchę, oczywiście przygotowała dla swojego kreta dającą się potwierdzić legendę i jest pięknie. Tylko, że który haker, sprawdzając takie dane, nie zerknie, kiedy były one ostatnio aktualizowane. Kto grzebał w plikach itd. Absolutną naiwnością jest to założenie, że zmiany w plikach nie pozostawiają śladów. A nawet jeśli jakaś agencja wykorzystuje dane prawdziwej osoby, to i tak musi zmienić zdjęcie.
Szkoda, bo to brytyjski serial, na który bardzo liczyłem i miałem nadzieję, że wciągnie mnie na całego. Tymczasem dostajemy bardzo amerykański "scenariusz", do którego trzeba podchodzić z dużym przymrużeniem oka.
Po pierwszym odcinku.
Szlag mnie trafia. Jak można spierniczyć serial, o tak fajnym potencjale. Zatrudniono Melissę - cudo na cudy. Reszta obsady też świetna - starczy powiedzieć, że w roli ochroniarza, który w całym odcinku wypowiada jedno zdanie, gra Colin Firth. Nawet postarano się, by do roli mordercy na zlecenie wybrać kolesia, który po prostu elektryzuje - niczym "Szwed" z serialu "Hells on Wheels". Mógłby to być naprawdę dobry thriller szpiegowski.
Tymczasem wyszło strasznie naiwne filmidło.
Motyw z udawanym postrzałem w głowę - koleś, którego wrabiają orientuje się, że to był przekręt smakując krew, która została mu na twarzy. No na miłość boską, co oni tam użyli, syropu malinowego!?
Cały motyw z przygotowaniem haczyka, dzięki któremu Sam zbliży się do celu - żenujący. Mamy rodzinę, mocno zamieszaną w działalność przestępczą, pilnującą się na każdym kroku, a tu nagle pojawia się znikąd piękna dziewczyna, która wykazując ogromną przytomność umysłu i refleks szachisty, udaremnia porwanie chłopca. Do tego jest akurat bezrobotną amerykanką, która tak jak jeden z członków rodziny, także utraciła bliskich w tragiczny sposób. Na ile zbiegów okoliczności można dać się nabrać?
Już w domu rodziny, Sam, przemykając pomiędzy domownikami dostaje się do biblioteki - centrum knucia i bez problemów montuje kilka kamer. W pokoju, w którym przewidująco zainstalowano wyrafinowany sprzęt, uniemożliwiający podsłuch, zapomniano o dodaniu takiego gadżetu dla na żywo przesyłanego obrazu. Śmiech
I w końcu zdanie, które pada w ogromnej ilości seriali i filmów - "Sprawdziliśmy ją". Innymi słowy wynajęty haker włamał się do odpowiednich baz i sprawdził przeszłość bohatera. Agencja, przygotowująca podpuchę, oczywiście przygotowała dla swojego kreta dającą się potwierdzić legendę i jest pięknie. Tylko, że który haker, sprawdzając takie dane, nie zerknie, kiedy były one ostatnio aktualizowane. Kto grzebał w plikach itd. Absolutną naiwnością jest to założenie, że zmiany w plikach nie pozostawiają śladów. A nawet jeśli jakaś agencja wykorzystuje dane prawdziwej osoby, to i tak musi zmienić zdjęcie.
Szkoda, bo to brytyjski serial, na który bardzo liczyłem i miałem nadzieję, że wciągnie mnie na całego. Tymczasem dostajemy bardzo amerykański "scenariusz", do którego trzeba podchodzić z dużym przymrużeniem oka.