autor: joana » 02 lutego 2014, 16:19
Skoro o fantazjach zaczęliśmy, to NajPhilu, nich Cię strzeże Opatrzność, albo jakaś inna wyższa siła, przed moimi fantazjami, które z paplaniną, pogonią za promocyjnymi cenami sprzętu gospodarstwa domowego i dywagacjami na temat koloru lakieru na paznokciach niewiele mają wspólnego.
Natura związków? No przecież, w co drugim "męskim" filmie słychać narzekania, że baby są jakieś inne, nie rozumieją męskich potrzeb, hamują rozwój męskich aspiracji i takie są zołzowate, że krzywo patrzą na typowo męskie hobby np. wlewanie w siebie litrów piwa, zamiast walnięcia jednej porządnej setki.
Posłuchaj facetów, którzy chwalą się gadżetami w swoim telefonie, mocą silnika w samochodzie, marką butów sportowych, o osiągnięciach w sferze erotyki nie wspominając. A, o sposobach na świetną lazanię - zapomniałam.
Tak, to "męskie" gadanie, a czym się tak bardzo różni od wymiany informacji, gdzie taniej zatankować, gdzie są pieluchy w promocji, jaki ciuch wyszczupla, który facet w barze wygląda na ogiera?
Czy scenę, gdzie dwóch facetów, przez tydzień omawia plany zakupy sprzętu audio, przerzuca się detalami na temat walorów poszczególnych jego elementów, szpera w necie poszukując sugestii audiofilów i takie tam, nazwiesz męską sceną czy kobiecym dobieraniem "kreacji"?
Bzdura z tym podziałem na męskie i kobiece kino, według kryteriów, które opisałeś.
Jest kino o facetach i kobietach, jest kino dobre i kino złe, jest sztuka wyższa i ta dla mniej wymagających.
I nie próbuj mnie tu zbywać pokazywaniem języka i kłów. Pies sąsiada próbował raz.

Skoro o fantazjach zaczęliśmy, to NajPhilu, nich Cię strzeże Opatrzność, albo jakaś inna wyższa siła, przed moimi fantazjami, które z paplaniną, pogonią za promocyjnymi cenami sprzętu gospodarstwa domowego i dywagacjami na temat koloru lakieru na paznokciach niewiele mają wspólnego. :)
Natura związków? No przecież, w co drugim "męskim" filmie słychać narzekania, że baby są jakieś inne, nie rozumieją męskich potrzeb, hamują rozwój męskich aspiracji i takie są zołzowate, że krzywo patrzą na typowo męskie hobby np. wlewanie w siebie litrów piwa, zamiast walnięcia jednej porządnej setki.
Posłuchaj facetów, którzy chwalą się gadżetami w swoim telefonie, mocą silnika w samochodzie, marką butów sportowych, o osiągnięciach w sferze erotyki nie wspominając. A, o sposobach na świetną lazanię - zapomniałam.
Tak, to "męskie" gadanie, a czym się tak bardzo różni od wymiany informacji, gdzie taniej zatankować, gdzie są pieluchy w promocji, jaki ciuch wyszczupla, który facet w barze wygląda na ogiera?
Czy scenę, gdzie dwóch facetów, przez tydzień omawia plany zakupy sprzętu audio, przerzuca się detalami na temat walorów poszczególnych jego elementów, szpera w necie poszukując sugestii audiofilów i takie tam, nazwiesz męską sceną czy kobiecym dobieraniem "kreacji"?
Bzdura z tym podziałem na męskie i kobiece kino, według kryteriów, które opisałeś.
Jest kino o facetach i kobietach, jest kino dobre i kino złe, jest sztuka wyższa i ta dla mniej wymagających.
I nie próbuj mnie tu zbywać pokazywaniem języka i kłów. Pies sąsiada próbował raz. :D