nie jestem zawiedziony brakiem odpowiedzi na pytanie "co się z nimi stało?", bo byłem przekonany, że jej nie otrzymam. Przesłaniem ostatniego sezonu jest miłość, dla której warto jest żyć i ona jest tutaj jedyną odpowiedzią. Powstrzymuje Lourie przed tym co zamierzała zrobić w szóstym odcinku, telefon od córki, gdzie na zakończenie z ust Jill i Toma padają słowa "kocham cię mamo". Następnie mamy rozmowę Nory z Mattem, jak brata i siostry, po czym przenosimy się do komory maszyny, gdzie oboje mówią "kocham cię" i Nora decyduje się zostać. Tak, ona tam wyraźnie zaczyna krzyczeć STOP, moim zdanie została, a ta historia, którą opowiedziała Kevinowi, jest jej sposobem na pogodzenie się ze stratą, by wreszcie móc ruszyć do przodu.
Wcześniej widzieliśmy jeszcze rozmowę Johna i Lourie, która pyta czego oczekuje od Kevina, "Chcesz, by Kevin spytał Evie,dlaczego opuściła rodzinę?", na co John "Nie. Ma jej przekazać wiadomość. Chcę tylko, by wiedziała,że ją kochaliśmy.".
Na koniec "The Book of Nora", który po słowach siostry "love is in the air" uderza w mocno romantyczne tony, moment spotkania i zaproszenia na potańcówkę, wyważaniee drzwi w łazience, potańcówka okazuje się ślubem(czysty przypadek

) i wyznanie Kevina o tym , jak co roku ma dwa tygodnie urlopu, który w całości poświęca na odnalezienie ukochanej.
Jedyne czego nie rozgryzłem to miejsce, które odwiedzał Kevin, może to ma jakiś związek z tą niezdiagnozowaną wadą serca, o której wspominał na ślubie, nie wiem.
Bardzo przypadły mi do gustu te przeskoki w czasie i częste zmiany miejsca akcji, Miracle, Australia, statek, "świat Kevina", potem znowu Australia, nadawało to bardziej surrealistyczny klimat. Podobnie muzyka, "Wherever I May Roam" kiedy Lourie chce ze sobą skończyć by za chwile zmienić zdanie, czy "Take On Me" kończące czwarty odcinek, gdy Nora zostaje sama na łóżku, spryskiwacze gaszą jej papierosa, a struga wody spływa po powiece, piękna scena.