autor: Lubec » 14 lipca 2023, 19:57
Mimo tego, że ani drugi, ani trzecie odcinek nie porusza, ani nawet nie nawiązuje do głównego wątku zasygnalizowanego na końcu pierwszego odcinka, to i tak dobrze się bawiłem.
W drugim dostajemy rozprawę sądową w klimatach Star Treka, gdzie główna rolę odgrywa postać Uny Chin-Riley. Nie jest to poziom The Good Wife, ale mimo tego, ze trochę skrótowo potraktowano ten wątek, to jego rozwiązanie jest dość satysfakcjonujące i mający konsekwencje w odcinku kolejnym. Jak to w produkcjach startrekowych, odcinek mówi o nierówności i nietolerancji, ale robi to w sposób dużo mniej łapotologiczny niż w Disco, przez co odcinek na tym nie traci. Ciekawie przedstawiono samą postać Uny oraz kontekst tego jak znalazła się w obecnym położeniu. Pokazuje też, że prawo Gwiezdnej Floty nie jest idealne, ale koniec końców to litera prawa zwycięża (w dość przewrotny sposób za sprawą dawnej przyjaciółki Uny).
Trzeci odcinek z kolei skupia się na postaci La'an Noonien-Singh, która musi mierzyć się z niechlubną przeszłością swojego nazwiska, a podróż którą odbywa pozwala jej się z tą rozliczyć i ostatecznie zaakceptować. Jednak to co dzieje się w trakcie tej "wycieczki" jest na prawdę interesujące. Po pierwsze zbudowanie relacji z
jest wiarygodne i zbudowane na emocjach i czasami z odrobiną humoru. W trakcie jak Ci dwoje poznają się coraz bardziej i budują więź, aż chciałem, żeby to poszło dalej. A i aktorów musze pochwalić, bo chemia między nimi była zdecydowanie wyczuwalna.
Postać La'an do tej pory była zdystansowana i raczej wycofana w stosunku do załogi Enterprise, z wyjątkiem Uny, która jest jej najlepszą przyjaciółką. Ten odcinek pokazał, że bohaterka może zaangażować się w bliższą relację i pozwolić komuś się do siebie zbliżyć, choć wpływ na to miała również na pewno cała sytuacja w jakiej została postawiona. Jak na razie jest to dla mnie najlepszy odcinek drugiego sezonu.
W czwartym załoga udaje się na powierzchnię planety, gdzie muszą posprzątać bałagan po złamaniu Pierwszej Dyrektywy. Nie powiem ciekawy koncept tutaj wykorzystano i może być to też nieco egzystencjonalne rozważanie w rozrywkowym klimacie Star Treka. Tym razem odcinek skupiał się na kilku członkach załogi i po raz kolejny rozwinął dynamikę ich relacji.
Nie był to epizod zły, ale nie podobał mi się, aż tak jak dwa poprzednie.
Jak na razie formuła serialu mi się podoba i nie przeszkadza mi, że wątek główny nie pojawia się w kolejnych epizodach, do póki tak jak do tej pory ST:SNW będzie prezentował załogantów Enterprise w sposób ciekawy, angażujący i budowany na emocjach, które nie są wymuszone, a pokazywane w sposób wiarygodny i naturalny... w przeciwieństwie do takiego Discovery.
Mimo tego, że ani drugi, ani trzecie odcinek nie porusza, ani nawet nie nawiązuje do głównego wątku zasygnalizowanego na końcu pierwszego odcinka, to i tak dobrze się bawiłem.
W drugim dostajemy rozprawę sądową w klimatach Star Treka, gdzie główna rolę odgrywa postać Uny Chin-Riley. Nie jest to poziom The Good Wife, ale mimo tego, ze trochę skrótowo potraktowano ten wątek, to jego rozwiązanie jest dość satysfakcjonujące i mający konsekwencje w odcinku kolejnym. Jak to w produkcjach startrekowych, odcinek mówi o nierówności i nietolerancji, ale robi to w sposób dużo mniej łapotologiczny niż w Disco, przez co odcinek na tym nie traci. Ciekawie przedstawiono samą postać Uny oraz kontekst tego jak znalazła się w obecnym położeniu. Pokazuje też, że prawo Gwiezdnej Floty nie jest idealne, ale koniec końców to litera prawa zwycięża (w dość przewrotny sposób za sprawą dawnej przyjaciółki Uny).
Trzeci odcinek z kolei skupia się na postaci La'an Noonien-Singh, która musi mierzyć się z niechlubną przeszłością swojego nazwiska, a podróż którą odbywa pozwala jej się z tą rozliczyć i ostatecznie zaakceptować. Jednak to co dzieje się w trakcie tej "wycieczki" jest na prawdę interesujące. Po pierwsze zbudowanie relacji z [spoil]Kirkiem[/spoil] jest wiarygodne i zbudowane na emocjach i czasami z odrobiną humoru. W trakcie jak Ci dwoje poznają się coraz bardziej i budują więź, aż chciałem, żeby to poszło dalej. A i aktorów musze pochwalić, bo chemia między nimi była zdecydowanie wyczuwalna.
Postać La'an do tej pory była zdystansowana i raczej wycofana w stosunku do załogi Enterprise, z wyjątkiem Uny, która jest jej najlepszą przyjaciółką. Ten odcinek pokazał, że bohaterka może zaangażować się w bliższą relację i pozwolić komuś się do siebie zbliżyć, choć wpływ na to miała również na pewno cała sytuacja w jakiej została postawiona. Jak na razie jest to dla mnie najlepszy odcinek drugiego sezonu.
W czwartym załoga udaje się na powierzchnię planety, gdzie muszą posprzątać bałagan po złamaniu Pierwszej Dyrektywy. Nie powiem ciekawy koncept tutaj wykorzystano i może być to też nieco egzystencjonalne rozważanie w rozrywkowym klimacie Star Treka. Tym razem odcinek skupiał się na kilku członkach załogi i po raz kolejny rozwinął dynamikę ich relacji.
Nie był to epizod zły, ale nie podobał mi się, aż tak jak dwa poprzednie.
Jak na razie formuła serialu mi się podoba i nie przeszkadza mi, że wątek główny nie pojawia się w kolejnych epizodach, do póki tak jak do tej pory ST:SNW będzie prezentował załogantów Enterprise w sposób ciekawy, angażujący i budowany na emocjach, które nie są wymuszone, a pokazywane w sposób wiarygodny i naturalny... w przeciwieństwie do takiego Discovery.