autor: Bostonq » 14 sierpnia 2013, 21:00
Ciekawe, ale...
Nie wiem, czy to było zamierzone, ale bardziej interesowały mnie w tym odcinku losy tych rzezimieszków z baru, a to przez wzgląd na bardzo fajnie rozpisane akcenty między tym (chyba) małżeństwem. Ciekawił mnie koleś z rentą wojskową. A jakoś nie mogłem się przejąc losami policjantów, jakby nie patrzeć głównych bohaterów tej produkcji.
Zastanawiałem się, czemu. I w końcu wymyśliłem. Przez pierwsze dwadzieścia minut coś mi strasznie przeszkadzało w tym odcinku. Bo niby tak: świetny początek, bardzo dobra filmowo scena z psem, ogólny brud, wszystko się rozpada, sytuacja też mroczna, a ciągle coś mnie drażni, jak ćmiący ząb.. Komisariat jak z najgorszej dzielnicy, gliniarze sprzedajni, a mnie ćmi..
W końcu zaskoczyłem - chodzi o nieadekwatność między bohaterami a otoczeniem, w którym się poruszają i sprawami, w jakich biorą udział. Świat jest brudny i zniszczony, życie ciężkie, a wszyscy jak spod igły - wyprasowane garnitury, świetne skórzane kurtki, ogoleni, wypięknieni, to mi przeszkadzało. Brak autentyczności, jakaś poza, która była nieprawdziwa.
No i te detale. Moim zdaniem, jak ktoś nie dba w serialu realistycznym o najmniejsze detale, to nie zadba również o większe rzeczy. O co mi chodzi? O scenę z komputerem. Koleś z wewnętrznego wysuwa obudowę, po czym bierze ją na ręce i wychodzi. A kabelki? Ile razy zdarzyło się Wam kwitnąć pod biurkiem i rozplątywać plątaninę kabli, które żyją własnym, utajonym życiem? I to mogła być piękna scena. Niby taki "madafaka twardziel", a utknąłby pod biurkiem, nie mogąc poradzić sobie z kablami. Szansa została jednak zaprzepaszczona
Pomijam już dość mgliste (tak, wiem - klasyka, zemsta, ale zdaje się, że to wszystko nie do końca jest takie proste) motywy początkowej zbrodni, to oczywiście będzie nabierało rozpędu, pogłębienia, więc mimo wszystko popatrzę jeszcze, aczkolwiek nie było to "walnięcie w czaszkę", jak to się ostatnio parę razy zdarzyło.
Aczkolwiek, mam nadzieję jc-k, że odnalazłaś w tym odcinku to, na co czekałaś

Ciekawe, ale...
Nie wiem, czy to było zamierzone, ale bardziej interesowały mnie w tym odcinku losy tych rzezimieszków z baru, a to przez wzgląd na bardzo fajnie rozpisane akcenty między tym (chyba) małżeństwem. Ciekawił mnie koleś z rentą wojskową. A jakoś nie mogłem się przejąc losami policjantów, jakby nie patrzeć głównych bohaterów tej produkcji.
Zastanawiałem się, czemu. I w końcu wymyśliłem. Przez pierwsze dwadzieścia minut coś mi strasznie przeszkadzało w tym odcinku. Bo niby tak: świetny początek, bardzo dobra filmowo scena z psem, ogólny brud, wszystko się rozpada, sytuacja też mroczna, a ciągle coś mnie drażni, jak ćmiący ząb.. Komisariat jak z najgorszej dzielnicy, gliniarze sprzedajni, a mnie ćmi..
W końcu zaskoczyłem - chodzi o nieadekwatność między bohaterami a otoczeniem, w którym się poruszają i sprawami, w jakich biorą udział. Świat jest brudny i zniszczony, życie ciężkie, a wszyscy jak spod igły - wyprasowane garnitury, świetne skórzane kurtki, ogoleni, wypięknieni, to mi przeszkadzało. Brak autentyczności, jakaś poza, która była nieprawdziwa.
No i te detale. Moim zdaniem, jak ktoś nie dba w serialu realistycznym o najmniejsze detale, to nie zadba również o większe rzeczy. O co mi chodzi? O scenę z komputerem. Koleś z wewnętrznego wysuwa obudowę, po czym bierze ją na ręce i wychodzi. A kabelki? Ile razy zdarzyło się Wam kwitnąć pod biurkiem i rozplątywać plątaninę kabli, które żyją własnym, utajonym życiem? I to mogła być piękna scena. Niby taki "madafaka twardziel", a utknąłby pod biurkiem, nie mogąc poradzić sobie z kablami. Szansa została jednak zaprzepaszczona :)
Pomijam już dość mgliste (tak, wiem - klasyka, zemsta, ale zdaje się, że to wszystko nie do końca jest takie proste) motywy początkowej zbrodni, to oczywiście będzie nabierało rozpędu, pogłębienia, więc mimo wszystko popatrzę jeszcze, aczkolwiek nie było to "walnięcie w czaszkę", jak to się ostatnio parę razy zdarzyło.
Aczkolwiek, mam nadzieję jc-k, że odnalazłaś w tym odcinku to, na co czekałaś :)