autor: sindar » 15 stycznia 2015, 09:00
Nadrobiłem zaległości i... mam małą schizofrenię.
Pierwszy odcinek ledwo zmęczyłem, szczęściem uratowała go końcówka.
Kolejne cztery odcinki oglądałem z rosnącą przyjemnością. Naprawdę nieźle się je oglądało, sprawy sercowe gdzieś tam w tle się tliły, ale za mocno nie przeszkadzały i liczyłem, że tak będzie do końca sezonu przed przerwą. Niestety, potem nastał czas na odcinki 6 i 7, a już najgorzej ten ostatni...
Nawet moja połowica nie była w stanie spokojnie go obejrzeć. Regularny Harlequin, który obejrzeliśmy w przyspieszonym tempie...
Pytanie, jaka będzie forma serialu po powrocie na ekrany.
Co prawda nadal liczę na nazwisko Rona D. Moore'a, ale jeżeli Outlander częściej będzie eksplorował kierunek przyjęty w ostatnich 2 odcinkach pierwszej połowy sezonu, chyba za długo tego serialu oglądał jednak nie będę.
Nadrobiłem zaległości i... mam małą schizofrenię.
Pierwszy odcinek ledwo zmęczyłem, szczęściem uratowała go końcówka.
Kolejne cztery odcinki oglądałem z rosnącą przyjemnością. Naprawdę nieźle się je oglądało, sprawy sercowe gdzieś tam w tle się tliły, ale za mocno nie przeszkadzały i liczyłem, że tak będzie do końca sezonu przed przerwą. Niestety, potem nastał czas na odcinki 6 i 7, a już najgorzej ten ostatni...
Nawet moja połowica nie była w stanie spokojnie go obejrzeć. Regularny Harlequin, który obejrzeliśmy w przyspieszonym tempie...
Pytanie, jaka będzie forma serialu po powrocie na ekrany.
Co prawda nadal liczę na nazwisko Rona D. Moore'a, ale jeżeli Outlander częściej będzie eksplorował kierunek przyjęty w ostatnich 2 odcinkach pierwszej połowy sezonu, chyba za długo tego serialu oglądał jednak nie będę.