
Ostatnio odpaliłem sobie wieczorkiem Gangs of London i powiem, że mnie wciągnęło.
Nie wczytywałem się wcześniej za bardzo w opinie o serialu, spodziewałem się zatem raczej kryminału w brytyjskim stylu, a ku zaskoczeniu na ekranie zobaczyłem bardzo energetyczną i pełną akcji historię, nieco mi się kojarzącą jako połączenie Banshee, Strike Back i Gomorry.
Jak dość jednoznacznie sugeruje tytuł, jest to opowieść o rywalizacji londyńskich gangów po nieoczekiwanej śmierci bossa, który niepodzielnie rządził lokalnym półświatkiem od dwóch dekad. Nie brakuje w serialu scen brutalnych i krwawych, ale co ciekawsze, główna intryga też mocno wciąga, nie ogranicza się tylko do Londynu, dostajemy też szerszy kontekst, choćby z konfliktem bliskowschodnim włącznie. Rozgrywa się to wszystko w oparciu o losy paru rodzin mafijnych, pochodzących z różnych krajów, wszak Londyn nie od dziś jest wielonarodowym tyglem, takich też głównych bohaterów dostajemy.
Scenariuszowo w Gangs of London może jedynie zarzuciłbym, jak nikłe zainteresowanie policji czy opinii publicznej budzą krwawe jatki, ktore widzimy na ekranie, ale jest to uproszczenie, które jestem w stanie zaakceptować, bo tak to wynika z koncepcji tego serialu.
Słowem, polecam zwłaszcza tym, którzy lubią seriale na wysokiej adrenalinie, acz niepozbawione ciekawej intrygi.
P.S. Nie widziałem jeszcze sezonu do końca, ale ucieszyła mnie informacja, że GoL dostał już zamówienie na kolejny sezon.