W dzisiejszych czasach, żeby zadziwić publiczność potrzeba co najmniej kobiety z brodą albo Ludwika Dorna trzeźwego jak świnia. Na początku XIX wieku wystarczyło pokazać się z Murzynką. No dobra, nie taką zwykłą Murzynką, ale kobietą z plemienia Khoikhoi. Młodziutka Sarah Baartman wraz ze swoim holenderskim właścicielem przybywa w 1810 roku do Londynu, gdzie z miejsca wzbudza sensację swoim zaskakującym dla Europejczyków wyglądem. Charakterystyczną cechą hotentockich kobiet są m.in. ogromne pośladki, nietypowa długość warg sromowych oraz wydłużony kształt mózgoczaszki. Gorączka obejmuje zwykły, ciekawski tłum, jak również elity naukowe, które za wszelką cenę starają się udowodnić, że cechy antropologiczne tego plemienia wskazują, iż bliżej im do małpy niż do człowieka cywilizowanego (czytaj białego). Sarah zostaje sprzedana treserowi zwierząt, który zbija majątek zarówno na biletach, wystawiając ją w swoim objazdowym cyrku, jak i pokątnej prostytucji. Dramat historyczny, oparty na faktach.
THE POLL DIARIES
W 1914 roku, po śmierci matki, 14 letnia Oda wyjeżdża z Berlina do swojego ojca. Zawierucha na estońskim pograniczu w przededniu wybuchu I wojny światowej to nie miejsce dla młodej dziewczyny. Oda czuje się zagubiona i samotna w nowym otoczeniu. Również przy ojcu, dla którego liczą się tylko jego eksperymenty z pogranicza medycyny. Niespodziewanie carska karna ekspedycja, mająca na celu likwidację siatki anarchistów, stawia na jej drodze rannego bojownika. Rodzi się między nimi przyjaźń, która daje dziewczynie oparcie i nadaje sens jej życiu. Tak wielki, że będzie gotowa je zaryzykować. Z trailera widać, że będzie to przepięknie wystylizowana opowieść ze świetnymi zdjęciami. Ja jednak czekam na ten film głównie ze względu na wątek anarchistów. Ruch ten na przełomie XIX i XX wieku to absolutnie fascynujące zjawisko, a od czasu niesamowitego "The Secret Agent" z 1996 roku nie było dobrego filmu na ten temat.
THERE BE DRAGONS
Dla każdego przeciętnie zorientowanego w historii kościoła katolickiego organizacja "Opus Dei" kojarzy się jedynie z tym mnichem, psychopatycznym albinosem z "Kodu DaVinci". Genialny reżyser, jakim jest bez wątpienia Roland Joffe, postanowił poszerzyć naszą wiedzę w tym temacie. Nakręcił film opowiadający o niełatwych i często kontrowersyjnych początkach tej organizacji oraz jej założycielu Josemarii Escrivie. Przewrotny tytuł filmu, "Tam będą smoki", nawiązuje do hasła kartograficznego z dawnych czasów, gdzie niezbadane, potencjalnie niebezpieczne tereny określano na mapie właśnie w ten sposób. Tą produkcją reżyser powraca do tego, w czym się sprawdza najlepiej, czyli z rozmachem kręconego kina historycznego (patrz "Misja", "Vatel").
W dzisiejszych czasach, żeby zadziwić publiczność potrzeba co najmniej kobiety z brodą albo Ludwika Dorna trzeźwego jak świnia. Na początku XIX wieku wystarczyło pokazać się z Murzynką. No dobra, nie taką zwykłą Murzynką, ale kobietą z plemienia Khoikhoi. Młodziutka Sarah Baartman wraz ze swoim holenderskim właścicielem przybywa w 1810 roku do Londynu, gdzie z miejsca wzbudza sensację swoim zaskakującym dla Europejczyków wyglądem. Charakterystyczną cechą hotentockich kobiet są m.in. ogromne pośladki, nietypowa długość warg sromowych oraz wydłużony kształt mózgoczaszki. Gorączka obejmuje zwykły, ciekawski tłum, jak również elity naukowe, które za wszelką cenę starają się udowodnić, że cechy antropologiczne tego plemienia wskazują, iż bliżej im do małpy niż do człowieka cywilizowanego (czytaj białego). Sarah zostaje sprzedana treserowi zwierząt, który zbija majątek zarówno na biletach, wystawiając ją w swoim objazdowym cyrku, jak i pokątnej prostytucji. Dramat historyczny, oparty na faktach.
http://www.youtube.com/v/q75oCvaKyBw
[b]THE POLL DIARIES[/b]
W 1914 roku, po śmierci matki, 14 letnia Oda wyjeżdża z Berlina do swojego ojca. Zawierucha na estońskim pograniczu w przededniu wybuchu I wojny światowej to nie miejsce dla młodej dziewczyny. Oda czuje się zagubiona i samotna w nowym otoczeniu. Również przy ojcu, dla którego liczą się tylko jego eksperymenty z pogranicza medycyny. Niespodziewanie carska karna ekspedycja, mająca na celu likwidację siatki anarchistów, stawia na jej drodze rannego bojownika. Rodzi się między nimi przyjaźń, która daje dziewczynie oparcie i nadaje sens jej życiu. Tak wielki, że będzie gotowa je zaryzykować. Z trailera widać, że będzie to przepięknie wystylizowana opowieść ze świetnymi zdjęciami. Ja jednak czekam na ten film głównie ze względu na wątek anarchistów. Ruch ten na przełomie XIX i XX wieku to absolutnie fascynujące zjawisko, a od czasu niesamowitego "The Secret Agent" z 1996 roku nie było dobrego filmu na ten temat.
http://www.youtube.com/v/RidEIaWmfxM
[b]THERE BE DRAGONS[/b]
Dla każdego przeciętnie zorientowanego w historii kościoła katolickiego organizacja "Opus Dei" kojarzy się jedynie z tym mnichem, psychopatycznym albinosem z "Kodu DaVinci". Genialny reżyser, jakim jest bez wątpienia Roland Joffe, postanowił poszerzyć naszą wiedzę w tym temacie. Nakręcił film opowiadający o niełatwych i często kontrowersyjnych początkach tej organizacji oraz jej założycielu Josemarii Escrivie. Przewrotny tytuł filmu, "Tam będą smoki", nawiązuje do hasła kartograficznego z dawnych czasów, gdzie niezbadane, potencjalnie niebezpieczne tereny określano na mapie właśnie w ten sposób. Tą produkcją reżyser powraca do tego, w czym się sprawdza najlepiej, czyli z rozmachem kręconego kina historycznego (patrz "Misja", "Vatel").
Panie i Panowie, John Carpenter powraca! Prawdziwy mistrz i ikona horroru i SF. To dzięki niemu miałem "przyjemność" narobić w majtki, śledząc poczynania grupki ludzi na antarktycznej stacji naukowej w walce z "Cosiem" w filmie "The Thing". Spierniczać przed diabolicznym Alicem Cooperem w filmie "Książę Ciemności" czy też dać się porwać szaleństwu w "In the Mouth of Madness". Fabuła filmu osadzona została w latach 60. XX wieku, gdzieś w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego. W czasach, gdy cudownym lekarstwem na każdą dolegliwość była lobotomia, oficjalnie zakazana dopiero w latach 70. Możemy więc liczyć na połączenie tej mrocznej i ciężkiej atmosfery, znanej choćby z filmu "Lot nad kukułczym gniazdem", z elementami czystego horroru, czyli duchami. Piekielna mieszanka, na którą czekam z niecierpliwością.
Scenariusz tego filmu mnie zaskoczył. Według niego już w roku 2020 możemy się spodziewać zlodowacenia globu. Po wszystkich tych ekologicznych aferach, które wyszły na jaw, twórcy dalej z pełnym zadęciem ostrzegają nas, a to przed groźbą nadejścia ery lodowcowej, a to przed niebezpieczeństwami ocieplenia klimatu. Jakby się, kurna, nie mogli zdecydować. To mam w końcu kupować kożuch czy lepiej sandałki? Jak widać, ciężko filmowcom zrezygnować z tego tematu, bo nie dość, że jest on bardzo medialny, to jeszcze można sobie wpisać do CV swoje ekologiczne zaangażowanie. Film zrobiony raczej na potrzeby telewizyjne, ale za to ma bardzo przyzwoitą obsadę.
Były gangster, w tej roli Colin Farrell, usiłujący zerwać ze swoim dotychczasowym stylem życia zatrudnia się jako ochroniarz filmowej gwiazdy. Ma jej pomagać, zarówno w kontaktach ze zbyt natrętnymi fanami, jak i chronić jej prywatność przed paparazzi. No cóż, Colinowi dwa razy powtarzać nie trzeba. Zajmuje się tymi problemami na swój sposób, może nieco zbyt bezpośredni, ale za to niezwykle skuteczny, czym zdobywa serce aktorki. I sielanka trwałaby pewnie w najlepsze, gdyby o Colina nie upomniała się jego kryminalna przeszłość. Szef przestępczego światka, w tej roli jak zwykle genialny Ray Winston, ma wobec niego inne plany. Gangsterskie porachunki czas zacząć. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się, zarówno scenariusz, klimat jaki widać w trailerze, jak i pomysł na obsadę, a do tego naprawdę świetna muza.
Panie i Panowie, John Carpenter powraca! Prawdziwy mistrz i ikona horroru i SF. To dzięki niemu miałem "przyjemność" narobić w majtki, śledząc poczynania grupki ludzi na antarktycznej stacji naukowej w walce z "Cosiem" w filmie "The Thing". Spierniczać przed diabolicznym Alicem Cooperem w filmie "Książę Ciemności" czy też dać się porwać szaleństwu w "In the Mouth of Madness". Fabuła filmu osadzona została w latach 60. XX wieku, gdzieś w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego. W czasach, gdy cudownym lekarstwem na każdą dolegliwość była lobotomia, oficjalnie zakazana dopiero w latach 70. Możemy więc liczyć na połączenie tej mrocznej i ciężkiej atmosfery, znanej choćby z filmu "Lot nad kukułczym gniazdem", z elementami czystego horroru, czyli duchami. Piekielna mieszanka, na którą czekam z niecierpliwością.
http://www.youtube.com/embed/NWrnTbLRmMA
[b]ICE[/b]
Scenariusz tego filmu mnie zaskoczył. Według niego już w roku 2020 możemy się spodziewać zlodowacenia globu. Po wszystkich tych ekologicznych aferach, które wyszły na jaw, twórcy dalej z pełnym zadęciem ostrzegają nas, a to przed groźbą nadejścia ery lodowcowej, a to przed niebezpieczeństwami ocieplenia klimatu. Jakby się, kurna, nie mogli zdecydować. To mam w końcu kupować kożuch czy lepiej sandałki? Jak widać, ciężko filmowcom zrezygnować z tego tematu, bo nie dość, że jest on bardzo medialny, to jeszcze można sobie wpisać do CV swoje ekologiczne zaangażowanie. Film zrobiony raczej na potrzeby telewizyjne, ale za to ma bardzo przyzwoitą obsadę.
http://www.youtube.com/embed/R_ZScxpNaHQ
[b]LONDON BOULEVARD[/b]
Były gangster, w tej roli Colin Farrell, usiłujący zerwać ze swoim dotychczasowym stylem życia zatrudnia się jako ochroniarz filmowej gwiazdy. Ma jej pomagać, zarówno w kontaktach ze zbyt natrętnymi fanami, jak i chronić jej prywatność przed paparazzi. No cóż, Colinowi dwa razy powtarzać nie trzeba. Zajmuje się tymi problemami na swój sposób, może nieco zbyt bezpośredni, ale za to niezwykle skuteczny, czym zdobywa serce aktorki. I sielanka trwałaby pewnie w najlepsze, gdyby o Colina nie upomniała się jego kryminalna przeszłość. Szef przestępczego światka, w tej roli jak zwykle genialny Ray Winston, ma wobec niego inne plany. Gangsterskie porachunki czas zacząć. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się, zarówno scenariusz, klimat jaki widać w trailerze, jak i pomysł na obsadę, a do tego naprawdę świetna muza.
Tym razem będzie poważnie, bo tematem jest ekranizacja książki Kazuo Ishigury. Muszę przyznać, że z tą powieścią z pogranicza SF męczyłem się niemożebnie. Co jakiś czas zniesmaczony i zirytowany rzucałem nią w kąt, tylko po to, by za chwilę do niej powrócić. Jest coś groteskowo nieludzkiego w sposobie narracji Kazuo, który za pośrednictwem Kathy, głównej bohaterki, z jednej strony daje nam chłodny, zdystansowany ton, by po chwili zalać czytelnika lawą niekontrolowanych emocji w scenach, które wręcz szlachtują nasze uczucia i działają jak przejechanie sobie brzeszczotem po układzie nerwowym.
Kocham tę powieść i jej nienawidzę, bo wiele łez i zagryzania warg mnie kosztowała.
A fabuła? Elitarna, angielska szkoła, w której uczą się dzieci, jest tak naprawdę tylko swoistą hodowlą klonów. W przyszłości te dzieci mają stać się dawcami narządów. Gdy dorosną, będą kolejno oddawać swoje organy w ramach zaistniałych potrzeb, dopóki nie umrą w wyniku trudów donacji. W przeciwieństwie do filmu "Wyspa" tu wychowankowie szybko poznają cel do jakiego są przeznaczeni. Ich smutne, krótkie życie to kolejno: nauka, dopóki nie dorosną, stanie się opiekunem osób, które zaczęły już oddawać swoje narządy, w końcu stanie się dawcą.
W szkole istnieje jednak pewna legenda, która mówi, że jeśli między dwojgiem dzieci pojawi się "prawdziwa miłość" i będą to w stanie udowodnić, ich los się odmieni. Oczywiście to tylko krótkie wprowadzenie. Nie podejmę się prezentacji wszystkich aspektów i wymiarów tej opowieści, bo to mnie przerasta. Czy film będzie w stanie oddać klimat książki? Nie wiem, naprawdę nie wiem i cholernie boję się sprawdzać. Ale kogo ja tu oszukuję? I tak go obejrzę.
Co do informacji około produkcyjnych. Film wyreżyserował Mark Romanek, znany głównie z dość kiepskiego "One Hour Photo" oraz swojej pracy nad licznymi teledyskami, co niestety nie wróży dobrze.
Również osoba odpowiedzialna za zaadaptowany scenariusz nie budzi w tym wypadku zbytniej nadziei. To człowiek znany głównie z filmu "28 dni później", który nijak się ma do klimatu tego projektu, ale może się czepiam.
Za to obsada może się sprawdzić. W roli Kathy - narratorki opowieści - Carey Mulligan, która błysnęła już niemałym talentem w filmie "Była sobie dziewczyna". W roli Tommy’ego - Andrew Garfield. Muszę przyznać, że dokładnie tak sobie wyobrażałem wygląd tej postaci. Niestety nie wiem nic o jego umiejętnościach, bo w filmie "The Social Network" nie miał zbyt wielu okazji, by się pokazać, a trylogia "Wilcze prawo" wciąż czeka w kolejce filmów do obejrzenia. I na koniec, w roli Ruth, która jest osią powieści i najbardziej przejmującą postacią, Keira Knightley.
Dodaje komentarz Michała Ćwikły - Redaktora Filmosfery, który przyjąłem z niekłamaną ulgą.
Cytat: najphil Czy film będzie w stanie oddać klimat książki? Nie wiem, naprawdę nie wiem i cholernie boję się sprawdzać. Ale kogo ja tu oszukuję? I tak go obejrzę.
Mam nadzieję, że po tym co zaraz napiszę, będziesz bał się mniej. Ekranizacja "Nie opuszczaj mnie" to kawał świetnego kina. Warto jednak zaznaczyć, że jest to, moim zdaniem oczywiście, ten typ filmowej adaptacji, którą docenić w pełni mogą tylko osoby znające oryginał. Fabuła, choć dość wiernie oddana, została bowiem z wiadomych względów przedstawiona dość skrótowo, być może zbyt szybko, w zaledwie 100 minutach zostały w końcu upchnięte wydarzenia z Hailsham, Chałup i z czasów, gdy Kathy była już opiekunem. Można mieć przez to wrażenie, że każdemu z elementów fabuły poświęcono zbyt mało czasu, co z kolei odbiera im należnego znaczenia. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak odebrałbym ten film nie czytając wcześniej książki. Czy scenariusz ekranizacji wystarczyłby mi to zrozumienia przynajmniej połowy z tego, co swoją powieścią chciał przekazał Ishiguro. Mogę się zastanawiać, ale na szczęście nie muszę. W końcu znałem już wcześniej to, co w filmie zostało przemilczane, dzięki czemu skupić się mogłem na formie filmu Romanka. A tu jest co chwalić. "Nie opuszczaj mnie" jest filmem pięknym, zarówno w warstwie wizualnej, jak i audialnej. Byłem zaskoczony, jak blisko wizji reżysera do obrazów wykreowanych przez moją własną wyobraźnię w trakcie czytania. Klimat dzieła Ishiguro został oddany znakomicie, co wydawało się prawie niemożliwe. A do tego dodać należy jeszcze kolejną świetną kreację Mulligan, lekkość z jaką ta dziewczyna wciela się w kolejne postacie naprawdę zasługuje na uznanie. Garfieldowi i Knightley też nie można nic zarzucić, ale pozostają w cieniu swojej koleżanki.
Podsumowując, jeśli czytałeś powieść to ekranizację Romanka naprawdę polecam. A jak już zobaczysz, daj znać jak wrażenia, bo jak to w życiu bywa, mogą być zupełnie różne od moich
Gwoli wyjaśnienia, dla osób, które po moim wprowadzeniu miałyby ochotę obejrzeć film, jest już w sieci BRRip i nie muszą czekać do 4 marca.
Tym razem będzie poważnie, bo tematem jest ekranizacja książki Kazuo Ishigury. Muszę przyznać, że z tą powieścią z pogranicza SF męczyłem się niemożebnie. Co jakiś czas zniesmaczony i zirytowany rzucałem nią w kąt, tylko po to, by za chwilę do niej powrócić. Jest coś groteskowo nieludzkiego w sposobie narracji Kazuo, który za pośrednictwem Kathy, głównej bohaterki, z jednej strony daje nam chłodny, zdystansowany ton, by po chwili zalać czytelnika lawą niekontrolowanych emocji w scenach, które wręcz szlachtują nasze uczucia i działają jak przejechanie sobie brzeszczotem po układzie nerwowym.
Kocham tę powieść i jej nienawidzę, bo wiele łez i zagryzania warg mnie kosztowała.
A fabuła? Elitarna, angielska szkoła, w której uczą się dzieci, jest tak naprawdę tylko swoistą hodowlą klonów. W przyszłości te dzieci mają stać się dawcami narządów. Gdy dorosną, będą kolejno oddawać swoje organy w ramach zaistniałych potrzeb, dopóki nie umrą w wyniku trudów donacji. W przeciwieństwie do filmu "Wyspa" tu wychowankowie szybko poznają cel do jakiego są przeznaczeni. Ich smutne, krótkie życie to kolejno: nauka, dopóki nie dorosną, stanie się opiekunem osób, które zaczęły już oddawać swoje narządy, w końcu stanie się dawcą.
W szkole istnieje jednak pewna legenda, która mówi, że jeśli między dwojgiem dzieci pojawi się "prawdziwa miłość" i będą to w stanie udowodnić, ich los się odmieni. Oczywiście to tylko krótkie wprowadzenie. Nie podejmę się prezentacji wszystkich aspektów i wymiarów tej opowieści, bo to mnie przerasta. Czy film będzie w stanie oddać klimat książki? Nie wiem, naprawdę nie wiem i cholernie boję się sprawdzać. Ale kogo ja tu oszukuję? I tak go obejrzę.
Co do informacji około produkcyjnych. Film wyreżyserował Mark Romanek, znany głównie z dość kiepskiego "One Hour Photo" oraz swojej pracy nad licznymi teledyskami, co niestety nie wróży dobrze. Również osoba odpowiedzialna za zaadaptowany scenariusz nie budzi w tym wypadku zbytniej nadziei. To człowiek znany głównie z filmu "28 dni później", który nijak się ma do klimatu tego projektu, ale może się czepiam.
Za to obsada może się sprawdzić. W roli Kathy - narratorki opowieści - Carey Mulligan, która błysnęła już niemałym talentem w filmie "Była sobie dziewczyna". W roli Tommy’ego - Andrew Garfield. Muszę przyznać, że dokładnie tak sobie wyobrażałem wygląd tej postaci. Niestety nie wiem nic o jego umiejętnościach, bo w filmie "The Social Network" nie miał zbyt wielu okazji, by się pokazać, a trylogia "Wilcze prawo" wciąż czeka w kolejce filmów do obejrzenia. I na koniec, w roli Ruth, która jest osią powieści i najbardziej przejmującą postacią, Keira Knightley.
Film wejdzie do kin w Polsce 4 marca 2011.
http://www.youtube.com/embed/kymQcM4ej3w
[size=75][color=#999999]Added after 16 hours 35 minutes:[/color][/size]
Dodaje komentarz Michała Ćwikły - Redaktora Filmosfery, który przyjąłem z niekłamaną ulgą.
[quote]Cytat: najphil [i]Czy film będzie w stanie oddać klimat książki? Nie wiem, naprawdę nie wiem i cholernie boję się sprawdzać. Ale kogo ja tu oszukuję? I tak go obejrzę.[/i]
Mam nadzieję, że po tym co zaraz napiszę, będziesz bał się mniej. Ekranizacja "Nie opuszczaj mnie" to kawał świetnego kina. Warto jednak zaznaczyć, że jest to, moim zdaniem oczywiście, ten typ filmowej adaptacji, którą docenić w pełni mogą tylko osoby znające oryginał. Fabuła, choć dość wiernie oddana, została bowiem z wiadomych względów przedstawiona dość skrótowo, być może zbyt szybko, w zaledwie 100 minutach zostały w końcu upchnięte wydarzenia z Hailsham, Chałup i z czasów, gdy Kathy była już opiekunem. Można mieć przez to wrażenie, że każdemu z elementów fabuły poświęcono zbyt mało czasu, co z kolei odbiera im należnego znaczenia. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak odebrałbym ten film nie czytając wcześniej książki. Czy scenariusz ekranizacji wystarczyłby mi to zrozumienia przynajmniej połowy z tego, co swoją powieścią chciał przekazał Ishiguro. Mogę się zastanawiać, ale na szczęście nie muszę. W końcu znałem już wcześniej to, co w filmie zostało przemilczane, dzięki czemu skupić się mogłem na formie filmu Romanka. A tu jest co chwalić. "Nie opuszczaj mnie" jest filmem pięknym, zarówno w warstwie wizualnej, jak i audialnej. Byłem zaskoczony, jak blisko wizji reżysera do obrazów wykreowanych przez moją własną wyobraźnię w trakcie czytania. Klimat dzieła Ishiguro został oddany znakomicie, co wydawało się prawie niemożliwe. A do tego dodać należy jeszcze kolejną świetną kreację Mulligan, lekkość z jaką ta dziewczyna wciela się w kolejne postacie naprawdę zasługuje na uznanie. Garfieldowi i Knightley też nie można nic zarzucić, ale pozostają w cieniu swojej koleżanki.
Podsumowując, jeśli czytałeś powieść to ekranizację Romanka naprawdę polecam. A jak już zobaczysz, daj znać jak wrażenia, bo jak to w życiu bywa, mogą być zupełnie różne od moich[/quote]
Gwoli wyjaśnienia, dla osób, które po moim wprowadzeniu miałyby ochotę obejrzeć film, jest już w sieci BRRip i nie muszą czekać do 4 marca.
WOW, @najphil- cóż można więcej powiedzieć niż- TY TU RZĄDZISZ
Added after 1 hours 16 minutes:
Chciałabym jeszcze tu dorzucić tylko 2 filmy.
1. To film animowany pt. Rango
Opowiada on o kameleonie, który...... a zresztą zobaczcie sami
2. Wrecked z Adrien'em Brody w głównej roli.
Film opowiada o napadzie na bank i mężczyznie, który budzi się w zniszczonym samochodzie na dnie ogromnego wąwozu. Jest ranny i nie pamięta kim jest ani co tutaj robi. Odkrywa, że podrózował ze złodziejem z napadu, (który zresztą leży martwy w jego aucie). W końcu postanawia uwolnić się z wraku i odkryć swoją tożsamość licząc, że jednak nie jest przestępcą tylko przypadkowym zakładnikiem bandziora.
WOW, @najphil- cóż można więcej powiedzieć niż- TY TU RZĄDZISZ :-)
[size=75][color=#999999]Added after 1 hours 16 minutes:[/color][/size]
Chciałabym jeszcze tu dorzucić tylko 2 filmy. 1. To film animowany pt. [b]Rango [/b]
Opowiada on o kameleonie, który...... a zresztą zobaczcie sami ;)
http://www.youtube.com/watch?v=DDgoDooApwM
2. [b]Wrecked[/b] z Adrien'em Brody w głównej roli. Film opowiada o napadzie na bank i mężczyznie, który budzi się w zniszczonym samochodzie na dnie ogromnego wąwozu. Jest ranny i nie pamięta kim jest ani co tutaj robi. Odkrywa, że podrózował ze złodziejem z napadu, (który zresztą leży martwy w jego aucie). W końcu postanawia uwolnić się z wraku i odkryć swoją tożsamość licząc, że jednak nie jest przestępcą tylko przypadkowym zakładnikiem bandziora.
[quote="najphil"]Cześć Anetko, faktycznie zdominowałem ten dział, choć nie było to moim zamierzeniem i cieszę się, że postanowiłaś dodać coś od siebie.
Wrecked zapowiada się interesująco i już ci to "podkradam" by dodać do nowego [b][u]Nastexpressu[/u][/b] ;)[/quote]
Cokolwiek to oznacza :) proszę bardzo :] pozdrowionka i buziaczki
Nastexpress znajdziesz na stronie tłumaczy - www.nast.ws Wpadnij w odwiedziny
JUAN OF THE DEAD
Jak wiadomo, zombie to parszywe dranie, które nie uszanują niczego. Atakują wszystkich i wszędzie. Mieliśmy już ich wysyp na cmentarzach, w kościołach, w pubach i supermarketach, a nawet, o zgrozo, w domu Billa Murraya. Jednak do tej pory jakoś omijały państwa komunistyczne. Państwowy Instytut Kinematografii na Kubie postanowił to zmienić, ukazując nam, jak szwadrony imperialistycznych nieumarłych zaatakują Bogu ducha winną wyspę Fidela. Czy im się to uda? Nie ma mowy, bo oto na arenę wkracza Juan. Co prawda do tej pory wiódł on beztroskie życie włóczęgi, ale gdy ojczyzna w potrzebie, pierwszy chwyci za rewolucyjną łopatę.
Szczerze mówiąc, uwielbiam dobrze zrobione filmy śledczo-procesowe. Jednym z moich ulubionych jest film "True Beliver" z Jamesem Woodsem i Robertem Downey Jr. Sądząc po trailerze, ta produkcja może mi się bardzo spodobać. Mickey Haller to cyniczny, pozbawiony skrupułów prawnik, który zamiast wyszukanego biura, woli pracować w swoim samochodzie marki "Lincoln". Dzięki temu ma bliżej do stałych klientów - członków gangów motocyklowych, drobnych oszustów i gangsterów. Splot okoliczności sprawia jednak, że dostaje sprawę młodego mordercy należącego do elit miasta. Dowody przeciwko niemu są mocno naciągane. Wygląda na to, że ktoś chce, chłopaka wrobić. Czy rzeczywiście jest niewinny, czy może to tylko wyrafinowana gra? Dowiemy się już marcu.
Nastexpress znajdziesz na stronie tłumaczy - www.nast.ws Wpadnij w odwiedziny
[b]JUAN OF THE DEAD[/b]
Jak wiadomo, zombie to parszywe dranie, które nie uszanują niczego. Atakują wszystkich i wszędzie. Mieliśmy już ich wysyp na cmentarzach, w kościołach, w pubach i supermarketach, a nawet, o zgrozo, w domu Billa Murraya. Jednak do tej pory jakoś omijały państwa komunistyczne. Państwowy Instytut Kinematografii na Kubie postanowił to zmienić, ukazując nam, jak szwadrony imperialistycznych nieumarłych zaatakują Bogu ducha winną wyspę Fidela. Czy im się to uda? Nie ma mowy, bo oto na arenę wkracza Juan. Co prawda do tej pory wiódł on beztroskie życie włóczęgi, ale gdy ojczyzna w potrzebie, pierwszy chwyci za rewolucyjną łopatę.
http://www.youtube.com/embed/XjM4fRQNH6o
[b]THE LINCOLN LAWYER[/b]
Szczerze mówiąc, uwielbiam dobrze zrobione filmy śledczo-procesowe. Jednym z moich ulubionych jest film "True Beliver" z Jamesem Woodsem i Robertem Downey Jr. Sądząc po trailerze, ta produkcja może mi się bardzo spodobać. Mickey Haller to cyniczny, pozbawiony skrupułów prawnik, który zamiast wyszukanego biura, woli pracować w swoim samochodzie marki "Lincoln". Dzięki temu ma bliżej do stałych klientów - członków gangów motocyklowych, drobnych oszustów i gangsterów. Splot okoliczności sprawia jednak, że dostaje sprawę młodego mordercy należącego do elit miasta. Dowody przeciwko niemu są mocno naciągane. Wygląda na to, że ktoś chce, chłopaka wrobić. Czy rzeczywiście jest niewinny, czy może to tylko wyrafinowana gra? Dowiemy się już marcu.
Nie ma co się oszukiwać, Internet na cyckach stoi. Możliwość dostępu do materiałów o charakterze erotycznym sprawiła, że ten rodzaj mediów zaliczył największy i najszybszy rozwój technologiczny od czasów wynalezienia pierwszej kamery filmowej, która umożliwiała filmowanie naszych prababć w negliżu. Film opowiada o twórcach jednej z pierwszych stron www z ogromnymi balonami. Sukces był ogromny, pieniądze lały się strumieniami, a chętne dziewczyny pchały drzwiami i oknami. Jednak za sukcesem jednych, stoi morze zawiści innych. Rosyjska mafia, agenci federalni, a nawet terroryści - kłopoty naszych bohaterów dopiero się zaczynają. Cóż, niedawno zapoznaliśmy się z filmową biografią twórcy Facebooka, teraz prześledzimy losy ludzi stojących za rozrywką spod znaku XXX.
Tytułową Aurorą nie jest znany wszystkim krążownik, który swego czasu ostrzelał Pałac Zimowy, ale zdeterminowana kobieta, która też potrafi świetnie strzelać, a spowodowana przez nią zawierucha, śmiało może konkurować z tą rewolucyjną. Wraz z trzema koleżankami obmyśla plan zemsty na meksykańskim mafiosie. Brutalnej jatki, jaką urządzą, nie powstydziłaby się Czarna Mamba. Nie jestem pewny, czy dokładnie o taki rodzaj wojującego feminizmu postulowali twórcy i bohaterki serialu "Seks w wielkim mieście", ale tu przynajmniej będzie na co popatrzeć. No cóż, drogie panie, jeśli po wyjściu z kina poczujecie się w bojowym nastroju, proszę, dajcie nam najpierw szansę przeprosić, zanim wbijecie nam szminkę w gardło. Dodatkową zachętą niech będzie fakt, że w jednej z głównych ról wystąpił idol latynoskich nastolatek, czyli Diego Luna. Mocne, krwawe kino spod znaku spalonego biustonosza.
Nie ma co się oszukiwać, Internet na cyckach stoi. Możliwość dostępu do materiałów o charakterze erotycznym sprawiła, że ten rodzaj mediów zaliczył największy i najszybszy rozwój technologiczny od czasów wynalezienia pierwszej kamery filmowej, która umożliwiała filmowanie naszych prababć w negliżu. Film opowiada o twórcach jednej z pierwszych stron www z ogromnymi balonami. Sukces był ogromny, pieniądze lały się strumieniami, a chętne dziewczyny pchały drzwiami i oknami. Jednak za sukcesem jednych, stoi morze zawiści innych. Rosyjska mafia, agenci federalni, a nawet terroryści - kłopoty naszych bohaterów dopiero się zaczynają. Cóż, niedawno zapoznaliśmy się z filmową biografią twórcy Facebooka, teraz prześledzimy losy ludzi stojących za rozrywką spod znaku XXX.
http://www.youtube.com/embed/m3gcb_9Q10E
[b]AURORA I ARCHANIOŁ[/b]
Tytułową Aurorą nie jest znany wszystkim krążownik, który swego czasu ostrzelał Pałac Zimowy, ale zdeterminowana kobieta, która też potrafi świetnie strzelać, a spowodowana przez nią zawierucha, śmiało może konkurować z tą rewolucyjną. Wraz z trzema koleżankami obmyśla plan zemsty na meksykańskim mafiosie. Brutalnej jatki, jaką urządzą, nie powstydziłaby się Czarna Mamba. Nie jestem pewny, czy dokładnie o taki rodzaj wojującego feminizmu postulowali twórcy i bohaterki serialu "Seks w wielkim mieście", ale tu przynajmniej będzie na co popatrzeć. No cóż, drogie panie, jeśli po wyjściu z kina poczujecie się w bojowym nastroju, proszę, dajcie nam najpierw szansę przeprosić, zanim wbijecie nam szminkę w gardło. Dodatkową zachętą niech będzie fakt, że w jednej z głównych ról wystąpił idol latynoskich nastolatek, czyli Diego Luna. Mocne, krwawe kino spod znaku spalonego biustonosza.
Channing Tatum z żenującym wąsem - tego jeszcze nie było. Ale to może być całkiem udana próba odwrócenia uwagi od jego hmm... urody. Do tej pory można było kolesia ignorować, bo grywał w filmach, w których sam był jedyną gwiazdą. Teraz jednak wystąpił razem z Alem Pacino, Ray'em Liottą i Juliette Binoche, a to zdecydowany awans do wyższej ligi. Fiu fiu, jak tak dalej pójdzie, to kto wie, może za kilka lat będziemy się zachwycać jego interpretacją Króla Leara? Z trailera wynika, że mamy tu do czynienia z bardzo interesującym dramatem policyjnym. Eh... już sam nie wiem, co o tym sądzić?
Generalnie nie piszę o komediach, ale tu zrobię wyjątek, bo temat wydał mi się interesujący. Jakbyś zaszalał, gdybyś dostał od swojej życiowej partnerki weekendową przepustkę na robienie tego, co tylko ci przyjdzie do głowy bez żadnych późniejszych konsekwencji. Zarzucanie dopalaczy na polu golfowym, choć wydaje się fajnym pomysłem, w moim wieku pewnie zakończyłoby się wizytą w szpitalu. Również podryw na motocyklistę raczej nie wchodzi w grę. Przy rozmiarze mojej głowy w kasku wyglądam jak ET. Oj coś mi się zdaje, że czasy, gdy umiałem się zabawić, odeszły bezpowrotnie, a codzienne, po kawałeczku, kastrowanie dzikusa we mnie przyniosło w końcu zamierzony efekt. Brawo Marto!
Francuskie kino kostiumowo - przygodowe to coś, co lubię. Historia dzieje się w XVII-wiecznej Kanadzie. Joseph to notoryczny uwodziciel, który ucieka z więzienia tuż przed planowaną egzekucją. Podszywając się pod jezuitę, trafia na ziemie lorda Beauforta, gdzie bezwstydnie korzysta z dobrodziejstw, jakimi go obsypują. Nie zdaje sobie sprawy, że wpadł we własne sidła, ponieważ wszyscy go tu biorą za legendarnego księdza, który miał przybyć i pomóc im w walce z wilkołakiem. Polowanie czas zacząć.
Channing Tatum z żenującym wąsem - tego jeszcze nie było. Ale to może być całkiem udana próba odwrócenia uwagi od jego hmm... urody. Do tej pory można było kolesia ignorować, bo grywał w filmach, w których sam był jedyną gwiazdą. Teraz jednak wystąpił razem z Alem Pacino, Ray'em Liottą i Juliette Binoche, a to zdecydowany awans do wyższej ligi. Fiu fiu, jak tak dalej pójdzie, to kto wie, może za kilka lat będziemy się zachwycać jego interpretacją Króla Leara? Z trailera wynika, że mamy tu do czynienia z bardzo interesującym dramatem policyjnym. Eh... już sam nie wiem, co o tym sądzić?
http://www.youtube.com/embed/2aRLMdY5G_U
[b]HALL PASS[/b]
Generalnie nie piszę o komediach, ale tu zrobię wyjątek, bo temat wydał mi się interesujący. Jakbyś zaszalał, gdybyś dostał od swojej życiowej partnerki weekendową przepustkę na robienie tego, co tylko ci przyjdzie do głowy bez żadnych późniejszych konsekwencji. Zarzucanie dopalaczy na polu golfowym, choć wydaje się fajnym pomysłem, w moim wieku pewnie zakończyłoby się wizytą w szpitalu. Również podryw na motocyklistę raczej nie wchodzi w grę. Przy rozmiarze mojej głowy w kasku wyglądam jak ET. Oj coś mi się zdaje, że czasy, gdy umiałem się zabawić, odeszły bezpowrotnie, a codzienne, po kawałeczku, kastrowanie dzikusa we mnie przyniosło w końcu zamierzony efekt. Brawo Marto!
http://www.youtube.com/embed/tvqbOPX3wBs
[b]LE POIL DE LA BETE[/b]
Francuskie kino kostiumowo - przygodowe to coś, co lubię. Historia dzieje się w XVII-wiecznej Kanadzie. Joseph to notoryczny uwodziciel, który ucieka z więzienia tuż przed planowaną egzekucją. Podszywając się pod jezuitę, trafia na ziemie lorda Beauforta, gdzie bezwstydnie korzysta z dobrodziejstw, jakimi go obsypują. Nie zdaje sobie sprawy, że wpadł we własne sidła, ponieważ wszyscy go tu biorą za legendarnego księdza, który miał przybyć i pomóc im w walce z wilkołakiem. Polowanie czas zacząć.
Largo to francuski odpowiednik głównego bohatera serialu "Filantrop" zmieszany - ale nie wstrząśnięty - z Jamesem Bondem. Twardy miliarder, który nie waha się użyć pięści, jak i wielkich pieniędzy, by ratować pokrzywdzonych. Pierwszą część obejrzałem z niekłamaną przyjemnością. Głównie za sprawą Kristin Scott Thomas, która świetnie sobie radzi zarówno w filmach angielskich, jak i francuskich. A także, a może przede wszystkim, pięknej Mélanie Thierry. No przyznam się bez bicia, że mam ogromną słabość do jej niewinnej twarzyczki. Tym razem zamiast tych pań dostaniemy Sharon Stone i Weronikę Rosati. Szczerze mówiąc, zamienił stryjek siekierkę na kijek, ale co ja tam wiem o zabijaniu.
W końcu coś, na co wszyscy fani wampirów czekali od czasu filmu "Wywiad z wampirem". Przy czym nie jest to jakaś bezmyślna jatka pełna tanich efektów, ale film kręcony z pasją, którą widać na każdym kroku. Horror zrobiony z niesamowitym rozmachem, pełen wspaniałych krajobrazów i pełnokrwistych bohaterów. O tak… pełnokrwistych i po prostu pięknych bohaterów, którzy bez wątpienia zawładną naszymi marzeniami. Ja się, kurna, zabiję.
W końcu pojawił się trailer do tego filmu, a że pisałem o nim już z pół roku temu, pozwolę sobie teraz przytoczyć tamtą zapowiedź. Póki go nie obejrzę, i tak nic nowego nie wymyślę.
Nowy dramat historyczny w reżyserii Roberta Redforda. Redford po trzech latach milczenia, od czasu średnio udanego "Lions for Lambs", wraca do gry.
Film opowiadać będzie o losach Mary Surratt, która uznana została za współwinną zamachu na Abrahama Lincolna i skazana na śmierć. Jako pierwsza kobieta w historii USA została powieszona z nakazu władz federalnych.
Tu odrobinę historii:
Na początku kwietnia 1865 roku, gdy wojska Unii zdobyły stolicę Konfederatów –Richmond, generał Lee poddał się generałowi Grantowi. To zakończyło wojnę secesyjną, a przynajmniej jej oficjalny, militarny charakter.
Tu na scenę wkracza John Wilkes Booth, młody, powszechnie znany i ceniony aktor ról szekspirowskich. Jako zagorzały zwolennik Południa postanawia przeprowadzić zamach na prezydenta. Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, ile osób uczestniczyło w tym spisku i jaki był ich udział.
14 kwietnia 1865 roku, a więc już 5 dni po podpisaniu traktatu pokojowego, około godziny
22:10, Booth wślizgnął się do prezydenckiej loży w Teatrze Forda. Wykorzystał moment, w którym strzegący jej policjant poszedł się odlać, i strzelił Lincolnowi w tył głowy. Kula kaliber 44 przeszła na wylot, przebijając mózg. Podczas ucieczki zamachowiec zeskoczył na scenę, łamiąc nogę. Wybuchło spore zamieszanie. Widownia znała go jednak jako aktora. Początkowo sądzono więc, iż jest to część przedstawienia, szczególnie, że wykrzyknął on na całe gardło: "Sic semper tyrannis" (Tak kończą tyrani).
Dopiero wtedy, gdy Booth zniknął za kulisami, zorientowano się w sytuacji. Mimo prób zorganizowania natychmiastowego pościgu, zdołał on dotrzeć do czekającego konia i wymknąć się z miasta.
Booth wraz z pomagającym mu Davidem Heroldem uciekali na południe. Ścigał ich oddział kawalerii z Nowego Jorku. Mieszkańcy Południa i agenci Konfederatów nie okazali mu tak wielkiej pomocy, jak oczekiwał. 26 kwietnia pościg otoczył Bootha i Herolda na terenie farmy Garretta w stanie Wirginia. Po wezwaniu do poddania się Herold opuścił kryjówkę. Booth zginął w strzelaninie. Nie do końca wiadomo, czy został zastrzelony przez żołnierzy, czy popełnił samobójstwo.
7 lipca 1865 roku powieszono czterech pozostałych wspólników Bootha, w tym Mary Surrat. Mary z całą pewnością była zwolenniczką Konfederacji, lecz jej rola w planowaniu zamachu na Lincolna jest cokolwiek niejasna. Podczas procesu prokuratura nie ujawniła pamiętnika Johna Bootha, który mógłby wpłynąć na wysokość wyroku. Z pamiętnika wynika bowiem, że Booth początkowo planował porwanie. Na zamach zdecydował się w ostatniej chwili, a o tym fakcie mógł Surratt nie poinformować.
Do dziś dnia postać Johna Wilkesa Bootha dla wielu Amerykanów stanowi przykład romantycznego bohatera, który oddał życie za swoje przekonania. Kult tej postaci przypomina nieco ten, którym cieszy się Che Guevara. Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób przedstawi tę historię Robert Redford.</p>
Largo to francuski odpowiednik głównego bohatera serialu "Filantrop" zmieszany - ale nie wstrząśnięty - z Jamesem Bondem. Twardy miliarder, który nie waha się użyć pięści, jak i wielkich pieniędzy, by ratować pokrzywdzonych. Pierwszą część obejrzałem z niekłamaną przyjemnością. Głównie za sprawą Kristin Scott Thomas, która świetnie sobie radzi zarówno w filmach angielskich, jak i francuskich. A także, a może przede wszystkim, pięknej Mélanie Thierry. No przyznam się bez bicia, że mam ogromną słabość do jej niewinnej twarzyczki. Tym razem zamiast tych pań dostaniemy Sharon Stone i Weronikę Rosati. Szczerze mówiąc, zamienił stryjek siekierkę na kijek, ale co ja tam wiem o zabijaniu.
http://www.youtube.com/embed/hqc06fO3aUY
[b]VAMPIRE BOYS[/b]
W końcu coś, na co wszyscy fani wampirów czekali od czasu filmu "Wywiad z wampirem". Przy czym nie jest to jakaś bezmyślna jatka pełna tanich efektów, ale film kręcony z pasją, którą widać na każdym kroku. Horror zrobiony z niesamowitym rozmachem, pełen wspaniałych krajobrazów i pełnokrwistych bohaterów. O tak… pełnokrwistych i po prostu pięknych bohaterów, którzy bez wątpienia zawładną naszymi marzeniami. Ja się, kurna, zabiję.
http://www.youtube.com/embed/yY830BjznzU
[b]THE CONSPIRATOR[/b]
[i]W końcu pojawił się trailer do tego filmu, a że pisałem o nim już z pół roku temu, pozwolę sobie teraz przytoczyć tamtą zapowiedź. Póki go nie obejrzę, i tak nic nowego nie wymyślę. [/i] Nowy dramat historyczny w reżyserii Roberta Redforda. Redford po trzech latach milczenia, od czasu średnio udanego "Lions for Lambs", wraca do gry.
Film opowiadać będzie o losach Mary Surratt, która uznana została za współwinną zamachu na Abrahama Lincolna i skazana na śmierć. Jako pierwsza kobieta w historii USA została powieszona z nakazu władz federalnych.
Tu odrobinę historii:
Na początku kwietnia 1865 roku, gdy wojska Unii zdobyły stolicę Konfederatów –Richmond, generał Lee poddał się generałowi Grantowi. To zakończyło wojnę secesyjną, a przynajmniej jej oficjalny, militarny charakter.
Tu na scenę wkracza John Wilkes Booth, młody, powszechnie znany i ceniony aktor ról szekspirowskich. Jako zagorzały zwolennik Południa postanawia przeprowadzić zamach na prezydenta. Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, ile osób uczestniczyło w tym spisku i jaki był ich udział.
14 kwietnia 1865 roku, a więc już 5 dni po podpisaniu traktatu pokojowego, około godziny 22:10, Booth wślizgnął się do prezydenckiej loży w Teatrze Forda. Wykorzystał moment, w którym strzegący jej policjant poszedł się odlać, i strzelił Lincolnowi w tył głowy. Kula kaliber 44 przeszła na wylot, przebijając mózg. Podczas ucieczki zamachowiec zeskoczył na scenę, łamiąc nogę. Wybuchło spore zamieszanie. Widownia znała go jednak jako aktora. Początkowo sądzono więc, iż jest to część przedstawienia, szczególnie, że wykrzyknął on na całe gardło: "Sic semper tyrannis" (Tak kończą tyrani).
Dopiero wtedy, gdy Booth zniknął za kulisami, zorientowano się w sytuacji. Mimo prób zorganizowania natychmiastowego pościgu, zdołał on dotrzeć do czekającego konia i wymknąć się z miasta.
Booth wraz z pomagającym mu Davidem Heroldem uciekali na południe. Ścigał ich oddział kawalerii z Nowego Jorku. Mieszkańcy Południa i agenci Konfederatów nie okazali mu tak wielkiej pomocy, jak oczekiwał. 26 kwietnia pościg otoczył Bootha i Herolda na terenie farmy Garretta w stanie Wirginia. Po wezwaniu do poddania się Herold opuścił kryjówkę. Booth zginął w strzelaninie. Nie do końca wiadomo, czy został zastrzelony przez żołnierzy, czy popełnił samobójstwo.
7 lipca 1865 roku powieszono czterech pozostałych wspólników Bootha, w tym Mary Surrat. Mary z całą pewnością była zwolenniczką Konfederacji, lecz jej rola w planowaniu zamachu na Lincolna jest cokolwiek niejasna. Podczas procesu prokuratura nie ujawniła pamiętnika Johna Bootha, który mógłby wpłynąć na wysokość wyroku. Z pamiętnika wynika bowiem, że Booth początkowo planował porwanie. Na zamach zdecydował się w ostatniej chwili, a o tym fakcie mógł Surratt nie poinformować.
Do dziś dnia postać Johna Wilkesa Bootha dla wielu Amerykanów stanowi przykład romantycznego bohatera, który oddał życie za swoje przekonania. Kult tej postaci przypomina nieco ten, którym cieszy się Che Guevara. Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób przedstawi tę historię Robert Redford.</p>
Susan to pani naukowiec, która po nieprzyjemnych przejściach traci wiarę w miłość. Michael to szef kuchni, który niespodziewanie przywraca jej nadzieję. Wygląda to na scenariusz jakiegoś taniego romansidła, jednak nie w przypadku tego filmu. Bo w tle mamy jeszcze epidemię, która powoli zagraża całemu światu. Ludzie zaczynają tracić zdolność odczuwania zmysłami, swoją wrażliwość. Niedawno pisałem o filmie "Never let me go", który stawiał bardzo ważne pytania na temat tego, czym jest człowieczeństwo. Do jakich poświęceń jesteśmy gotowi i w jakim celu. Ten film również każe nam się zastanowić, dokąd zmierzamy i co jest dla nas naprawdę ważne. Zapowiada się bardzo klimatyczne kino z przesłaniem, a że w głównej roli wystąpiła prześliczna Eva Green, jest na co czekać.
Keanu "Wow! Mogę wzrokiem wygiąć łyżkę" Reeves tym razem w roli Henry'ego, poczciwego pechowca, który przez pomyłkę zostaje oskarżony o napad na bank i musi za to odsiedzieć 3 lata. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzielenie celi z Maxem, cwanym kryminalistą, zmieni naszego bohatera i jego nastawienie do życia. Henry postanawia obrabować tenże bank, tym razem naprawdę. Ta komedia romantyczna z elementami sensacji to film raczej nie dla mnie, jedynym powodem, dla którego być może go obejrzę, jest obecność w obsadzie Very Farmigi. No co? mam do niej słabość, i już.
Zbliża się czas premiery tego najbardziej oczekiwanego filmu SF roku 2011. Twórcy skutecznie podgrzewają atmosferę różnorodnymi trailerami i plakatami z gorącymi laskami. Muszę przyznać, że i mnie udzielił się entuzjazm i już nie mogę się doczekać marca. Zresztą nie ma co się dziwić, scenariusz filmu tworzy całe, nowe uniwersum. Jak w przypadku "Matrixa", gdzie mieliśmy wykreowaną rzeczywistość komputerowych programów, czy "Incepcji", gdzie zagłębialiśmy się w sny. Tutaj ożywiony zostanie świat wyobraźni pewnej dziewczynki uwięzionej w zakładzie psychiatrycznym. Dołączają do niej trzy inne pensjonariuszki, a że wszystkie mają bogatą wyobraźnię, żeby nie powiedzieć mocno wybujałą, tworzone przez nich światy to istny miszmasz różnych epok, bohaterów, walczących robotów, smoków i co tam tylko chcecie. Iluzja, do której tak chętnie uciekają, daje im szansę wykreować siebie na prawdziwe, walczące heroiny i skutecznie odgradza od bezsilności i ponurych realiów. Kłopoty zaczynają się, gdy ich fantazja zaczyna przenikać do rzeczywistości. Brzmi obiecująco, prawda? Jakby tego było mało, za całym projektem stoi Zack Snyder, a to twórca najlepszego filmu SF, jaki widziałem od wielu lat, czyli "Watchmen". Trudno mi sobie wyobrazić lepszego gościa do tej roboty.
Susan to pani naukowiec, która po nieprzyjemnych przejściach traci wiarę w miłość. Michael to szef kuchni, który niespodziewanie przywraca jej nadzieję. Wygląda to na scenariusz jakiegoś taniego romansidła, jednak nie w przypadku tego filmu. Bo w tle mamy jeszcze epidemię, która powoli zagraża całemu światu. Ludzie zaczynają tracić zdolność odczuwania zmysłami, swoją wrażliwość. Niedawno pisałem o filmie "Never let me go", który stawiał bardzo ważne pytania na temat tego, czym jest człowieczeństwo. Do jakich poświęceń jesteśmy gotowi i w jakim celu. Ten film również każe nam się zastanowić, dokąd zmierzamy i co jest dla nas naprawdę ważne. Zapowiada się bardzo klimatyczne kino z przesłaniem, a że w głównej roli wystąpiła prześliczna Eva Green, jest na co czekać.
http://www.youtube.com/embed/GWOlvyz_c2M
[b]HENRY'S CRIME[/b]
Keanu "Wow! Mogę wzrokiem wygiąć łyżkę" Reeves tym razem w roli Henry'ego, poczciwego pechowca, który przez pomyłkę zostaje oskarżony o napad na bank i musi za to odsiedzieć 3 lata. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzielenie celi z Maxem, cwanym kryminalistą, zmieni naszego bohatera i jego nastawienie do życia. Henry postanawia obrabować tenże bank, tym razem naprawdę. Ta komedia romantyczna z elementami sensacji to film raczej nie dla mnie, jedynym powodem, dla którego być może go obejrzę, jest obecność w obsadzie Very Farmigi. No co? mam do niej słabość, i już.
http://www.youtube.com/embed/-fTCVaHF2VA
[b]SUCKER PUNCH[/b]
Zbliża się czas premiery tego najbardziej oczekiwanego filmu SF roku 2011. Twórcy skutecznie podgrzewają atmosferę różnorodnymi trailerami i plakatami z gorącymi laskami. Muszę przyznać, że i mnie udzielił się entuzjazm i już nie mogę się doczekać marca. Zresztą nie ma co się dziwić, scenariusz filmu tworzy całe, nowe uniwersum. Jak w przypadku "Matrixa", gdzie mieliśmy wykreowaną rzeczywistość komputerowych programów, czy "Incepcji", gdzie zagłębialiśmy się w sny. Tutaj ożywiony zostanie świat wyobraźni pewnej dziewczynki uwięzionej w zakładzie psychiatrycznym. Dołączają do niej trzy inne pensjonariuszki, a że wszystkie mają bogatą wyobraźnię, żeby nie powiedzieć mocno wybujałą, tworzone przez nich światy to istny miszmasz różnych epok, bohaterów, walczących robotów, smoków i co tam tylko chcecie. Iluzja, do której tak chętnie uciekają, daje im szansę wykreować siebie na prawdziwe, walczące heroiny i skutecznie odgradza od bezsilności i ponurych realiów. Kłopoty zaczynają się, gdy ich fantazja zaczyna przenikać do rzeczywistości. Brzmi obiecująco, prawda? Jakby tego było mało, za całym projektem stoi Zack Snyder, a to twórca najlepszego filmu SF, jaki widziałem od wielu lat, czyli "Watchmen". Trudno mi sobie wyobrazić lepszego gościa do tej roboty.
Kabała i magia liczb są coraz bardziej popularne. Nic więc dziwnego, że coraz więcej dat wzbudza w nas emocje. Zwykle w takie specjalne dni planujemy nasze śluby lub zakup nierdzewnej patelni, która w wyjątkowo krótkim czasie przysmaży nam jajka. Oczywiście takie daty mają też swoje złowrogie znaczenie. Tak właśnie jest w nowym horrorze, który wyszedł spod ręki pana Bousmana - reżysera kilku części "Piły". Według scenariusza tego filmu w dniu 11 listopada 2011 ludzie na całym świecie będą mieć przesrane, albowiem otworzą się wrota... Do czego te wrota? Nie bardzo wiadomo, ale można śmiało założyć, że do czegoś wyjątkowo zabójczego, jak na przykład magazyny sieci Media Markt. Bóg świadkiem, że w dniu, w którym w tych sklepach obcinają VAT, dzieją się sceny iście dantejskie.
Hesher to zło z długimi włosami, własnej roboty tatuażami i wiecznie naćpanym wzrokiem. Hesher to prawda, ta najbardziej uciążliwa, bo szczera do bólu. Hesher to mentor nienawidzący świata i ludzi, ale dzięki temu niedający się omamić kolorowym opakowaniem pewnych zjawisk. Dla kilkunastoletniego chłopca, który właśnie stracił matkę, Hesher to przekleństwo, ale i błogosławieństwo. A dla fanów Josepha Gordona-Levitta, do których się zaliczam od czasów "Trzeciej planety od słońca", to możliwość podziwiania tego aktora w całkowicie zaskakującej kreacji. Dorzućmy do tego Natalie Portman wystylizowaną na przeciętną "szarą myszkę" oraz ścieżkę dźwiękową pełną utworów Metalliki… I mamy szansę dostać całkiem przyzwoity dramat. Trzymam kciuki.
Według wszelkich oficjalnych źródeł misje eksploracji kosmosu prowadzone przez NASA, te z kodowym oznaczeniem "Apollo", zakończyły się na numerze 17 w roku 1970. Podobno w związku z brakiem finansów. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że dalsze misje były prowadzone już w utajnieniu, a to na skutek odkrycia śladów obcej cywilizacji po ciemnej stronie Księżyca. Film skupia się na misji Apollo 18, która zakończyła się tragicznie. Ciekawym zabiegiem, którego dokonali twórcy, jest stylizacja tego obrazu na paradokumentalny materiał. Cóż, może to być całkiem interesujący thriller SF.
Kabała i magia liczb są coraz bardziej popularne. Nic więc dziwnego, że coraz więcej dat wzbudza w nas emocje. Zwykle w takie specjalne dni planujemy nasze śluby lub zakup nierdzewnej patelni, która w wyjątkowo krótkim czasie przysmaży nam jajka. Oczywiście takie daty mają też swoje złowrogie znaczenie. Tak właśnie jest w nowym horrorze, który wyszedł spod ręki pana Bousmana - reżysera kilku części "Piły". Według scenariusza tego filmu w dniu 11 listopada 2011 ludzie na całym świecie będą mieć przesrane, albowiem otworzą się wrota... Do czego te wrota? Nie bardzo wiadomo, ale można śmiało założyć, że do czegoś wyjątkowo zabójczego, jak na przykład magazyny sieci Media Markt. Bóg świadkiem, że w dniu, w którym w tych sklepach obcinają VAT, dzieją się sceny iście dantejskie.
http://www.youtube.com/embed/_DD-o_105u8
[b]HESHER[/b]
Hesher to zło z długimi włosami, własnej roboty tatuażami i wiecznie naćpanym wzrokiem. Hesher to prawda, ta najbardziej uciążliwa, bo szczera do bólu. Hesher to mentor nienawidzący świata i ludzi, ale dzięki temu niedający się omamić kolorowym opakowaniem pewnych zjawisk. Dla kilkunastoletniego chłopca, który właśnie stracił matkę, Hesher to przekleństwo, ale i błogosławieństwo. A dla fanów Josepha Gordona-Levitta, do których się zaliczam od czasów "Trzeciej planety od słońca", to możliwość podziwiania tego aktora w całkowicie zaskakującej kreacji. Dorzućmy do tego Natalie Portman wystylizowaną na przeciętną "szarą myszkę" oraz ścieżkę dźwiękową pełną utworów Metalliki… I mamy szansę dostać całkiem przyzwoity dramat. Trzymam kciuki.
http://www.youtube.com/embed/4EEi4MFlh5g
[b]APOLLO 18[/b]
Według wszelkich oficjalnych źródeł misje eksploracji kosmosu prowadzone przez NASA, te z kodowym oznaczeniem "Apollo", zakończyły się na numerze 17 w roku 1970. Podobno w związku z brakiem finansów. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że dalsze misje były prowadzone już w utajnieniu, a to na skutek odkrycia śladów obcej cywilizacji po ciemnej stronie Księżyca. Film skupia się na misji Apollo 18, która zakończyła się tragicznie. Ciekawym zabiegiem, którego dokonali twórcy, jest stylizacja tego obrazu na paradokumentalny materiał. Cóż, może to być całkiem interesujący thriller SF.
Pokrótce porzucona przez chłopaka nauczycielka(Cameron Diaz) zaczyna zabiegać o względy kolegi z pracy(Justin Timberlake to on w końcu śpiewa czy gra ?), w filmie będzie można zobaczyć też Jasona Segela. Po trailerze widać że będzie dość wulgarnie a czy śmiesznie
Komedia o dziewczynie(Anna Faris), która postanawia odwiedzić wszystkich swoich dwudziestu byłych chłopaków, by przekonać się raz na zawsze, czy któryś z nich nie jest miłością jej życia. W filmie wystąpią też Chris Evans i Zachary Quinto. Trailerka nie ma narazie.
Big Mommas: Like Father, Like Son, polski tytuł: Agent XXL: rodzinny interes(ach ci tłumacze,a co oni piekarnie prowadzą)
Cóż dwie pierwsze części widziałem, w trzeciej postać grana przez Martina Lawrenca będzie rozwiązywać zagadkę morderstwa popełnionego w szkole dla dziewcząt, w śledztwie pomagać będzie syn.
Premiera u nas w kwietniu
Chirurg plastyczny(Adam Sandler) namawia swoją asystentkę(Jennifer Aniston) aby udawała jego żonę, z którą ma się rozwieść, ma to pomóc uwieść dziewczynę jego marzeń. Raczej komedia romantyczna
Pokrótce porzucona przez chłopaka nauczycielka(Cameron Diaz) zaczyna zabiegać o względy kolegi z pracy(Justin Timberlake to on w końcu śpiewa czy gra ?), w filmie będzie można zobaczyć też Jasona Segela. Po trailerze widać że będzie dość wulgarnie a czy śmiesznie :scratch:
http://www.youtube.com/embed/Gu-bA7bVaRk
[b]What's Your Number ?[/b]
Komedia o dziewczynie(Anna Faris), która postanawia odwiedzić wszystkich swoich dwudziestu byłych chłopaków, by przekonać się raz na zawsze, czy któryś z nich nie jest miłością jej życia. W filmie wystąpią też Chris Evans i Zachary Quinto. Trailerka nie ma narazie.
[b]Big Mommas: Like Father, Like Son[/b], polski tytuł: Agent XXL: rodzinny interes(ach ci tłumacze,a co oni piekarnie prowadzą)
Cóż dwie pierwsze części widziałem, w trzeciej postać grana przez Martina Lawrenca będzie rozwiązywać zagadkę morderstwa popełnionego w szkole dla dziewcząt, w śledztwie pomagać będzie syn. Premiera u nas w kwietniu
http://www.youtube.com/embed/o4rdlG6odfk
[b]Just Go With It[/b] - Żona na niby
Chirurg plastyczny(Adam Sandler) namawia swoją asystentkę(Jennifer Aniston) aby udawała jego żonę, z którą ma się rozwieść, ma to pomóc uwieść dziewczynę jego marzeń. Raczej komedia romantyczna
http://www.youtube.com/embed/Jz5Ubqhru7g
Nie sprawdzałem mam nadzieję że nic nie powtórzyłem :D
Świetnie Mick, ja raczej omijam komedie szerokim łukiem.
SALA SAMOBÓJCÓW
Muszę przyznać, że to pierwszy trailer polskiego filmu, który zrobił na mnie wrażenie. Nie tylko treścią, ale i jakością wykonania. W końcu profesjonalne filtry, dobry montaż i tempo. Gdyby tylko nie uparli się na te zgrane już do obrzydzenia gęby z czołówki polskiego rynku aktorskiego, można by dać się nabrać, że to reklama jakiegoś filmu z Hollywood. Do tego wciąż całkiem interesujący temat na film, choć już mocno wyeksploatowany, czyli samotność i problemy dojrzewania w dzisiejszym mega multimedialnym społeczeństwie. Co prawda nastolatkiem już dawno nie jestem, ale wciąż pamiętam te huśtawki emocji miotające mną ze skrajności w skrajność. Od postawy mocno zblazowanego luzaka, któremu wszystko wisi, po niekontrolowane napady wściekłości i emocjonalne reakcje na wszelkie duperele. Nie zmieniłem się z biegiem lat jakoś zasadniczo. Po prostu teraz to się określa mianem społecznie akceptowanego kryzysu wieku średniego. Dodatkowym atutem filmu są animowane wstawki z wirtualnego życia, które prowadzi bohater w Sieci. Od razu przywodzi to na myśl holenderski dramat "Ben X", może więc nie jest to zbyt oryginalny pomysł, ale przynajmniej nawiązanie w bardzo obiecującym kierunku.
Oglądając ten trailer, najpierw opadły mi ręce, bo odebrałem go jako tanie żerowanie na zmarłym MJ, a później opadła mi szczęka, bo całość ma w sobie jednak coś więcej. Być może moje skojarzenie jest złudne, ale ta mieszanka komedii, horroru i musicalu - cała przesiąknięta groteską i dekoracjami mocowanymi na ślinę i gumę do żucia - przypomniała mi jeden z najbardziej kultowych filmów ever. Nakręcony w 1975 roku film "Rocky Horror Picture Show". To ten sam tani i kontrowersyjny styl, który swego czasu zmiażdżyła krytyka, a mimo tego znalazł grono swoich, nie tyle fanów, co po prostu wyznawców. Cóż, o tym jednak, czy w tej produkcji kryje się jakaś siła, która poruszy ludzi, przekonamy się dopiero za kilka lat, bo na razie nie wróżę tu sukcesu.
Przyznam się, że jestem fanem klasycznych horrorów, które nie muszą epatować ilością rozlanej krwi, czy też coraz to innymi sposobami na brutalne uśmiercanie bohaterów, by postraszyć widza. Dlatego z dużym zainteresowaniem czekam na tę pozycję. Zwłaszcza że pojawiły się głosy, ie to godny następca filmu "Poltergeist". I nie mówię tu o głosach w mojej głowie, bo one zwykle podpowiadają tylko: kup dobrą kamerę, sfilmuj, jak robisz helikopter, wrzuć na YT, ciesz się milionem odsłon ... i takie tam głupoty.
Dodatkowym, i to bardzo mocnym, atutem filmu jest obecność w obsadzie Rose Byrne. Moim zdaniem niewiele aktorek ma w sobie to „coś”, co w tak niezwykły sposób potrafi zahipnotyzować i przykuć uwagę widza.
Świetnie Mick, ja raczej omijam komedie szerokim łukiem.
[b]SALA SAMOBÓJCÓW[/b]
Muszę przyznać, że to pierwszy trailer polskiego filmu, który zrobił na mnie wrażenie. Nie tylko treścią, ale i jakością wykonania. W końcu profesjonalne filtry, dobry montaż i tempo. Gdyby tylko nie uparli się na te zgrane już do obrzydzenia gęby z czołówki polskiego rynku aktorskiego, można by dać się nabrać, że to reklama jakiegoś filmu z Hollywood. Do tego wciąż całkiem interesujący temat na film, choć już mocno wyeksploatowany, czyli samotność i problemy dojrzewania w dzisiejszym mega multimedialnym społeczeństwie. Co prawda nastolatkiem już dawno nie jestem, ale wciąż pamiętam te huśtawki emocji miotające mną ze skrajności w skrajność. Od postawy mocno zblazowanego luzaka, któremu wszystko wisi, po niekontrolowane napady wściekłości i emocjonalne reakcje na wszelkie duperele. Nie zmieniłem się z biegiem lat jakoś zasadniczo. Po prostu teraz to się określa mianem społecznie akceptowanego kryzysu wieku średniego. Dodatkowym atutem filmu są animowane wstawki z wirtualnego życia, które prowadzi bohater w Sieci. Od razu przywodzi to na myśl holenderski dramat "Ben X", może więc nie jest to zbyt oryginalny pomysł, ale przynajmniej nawiązanie w bardzo obiecującym kierunku.
http://www.youtube.com/embed/Pr7Gxs3HYY4
[b]THE RETURN OF THE MOONWALKER[/b]
Oglądając ten trailer, najpierw opadły mi ręce, bo odebrałem go jako tanie żerowanie na zmarłym MJ, a później opadła mi szczęka, bo całość ma w sobie jednak coś więcej. Być może moje skojarzenie jest złudne, ale ta mieszanka komedii, horroru i musicalu - cała przesiąknięta groteską i dekoracjami mocowanymi na ślinę i gumę do żucia - przypomniała mi jeden z najbardziej kultowych filmów ever. Nakręcony w 1975 roku film "Rocky Horror Picture Show". To ten sam tani i kontrowersyjny styl, który swego czasu zmiażdżyła krytyka, a mimo tego znalazł grono swoich, nie tyle fanów, co po prostu wyznawców. Cóż, o tym jednak, czy w tej produkcji kryje się jakaś siła, która poruszy ludzi, przekonamy się dopiero za kilka lat, bo na razie nie wróżę tu sukcesu.
http://studio.wp.pl/qw1130072
[b]INSIDIOUS[/b]
Przyznam się, że jestem fanem klasycznych horrorów, które nie muszą epatować ilością rozlanej krwi, czy też coraz to innymi sposobami na brutalne uśmiercanie bohaterów, by postraszyć widza. Dlatego z dużym zainteresowaniem czekam na tę pozycję. Zwłaszcza że pojawiły się głosy, ie to godny następca filmu "Poltergeist". I nie mówię tu o głosach w mojej głowie, bo one zwykle podpowiadają tylko: kup dobrą kamerę, sfilmuj, jak robisz helikopter, wrzuć na YT, ciesz się milionem odsłon ... i takie tam głupoty. Dodatkowym, i to bardzo mocnym, atutem filmu jest obecność w obsadzie Rose Byrne. Moim zdaniem niewiele aktorek ma w sobie to „coś”, co w tak niezwykły sposób potrafi zahipnotyzować i przykuć uwagę widza.
Oby to nie było kolejne nabijanie widza w butelkę, z jedną sceną w 3D jak w przypadku innych filmów, ale zobaczymy.
Thor, który walczy za pomocą Mjollnira, młota wykonanego z tajemniczego metalu, wygnany zostaje z Asgardu, siedziby najwyższych bogów, na Ziemię. Tutaj pozbawiony zostaje wszystkich swoich boskich atrybutów , ma nauczyć się pokory i posłuszeństwa. O swojej przeszłości przypomina sobie dopiero kiedy przez przypadek znajduje Mjollnira. Tak rozpoczyna się jego walka o bezpieczeństwo ludzkości.W roli Thora(australijski aktor Chris Hemswort, widziałem go wcześniej chyba w A Perfect Getaway), w filmie zobaczymy także Anthonego Hopkinsa i Natalie Portman a także Rene Russo oraz Idrisa Elbe. Nie wiem czy ten film odda wierność komiksowi(nie czytałem go), już widziałem dyskusje jak to czarny bóg w mitologii nordyckiej? Patrząc na trailer spodziewam się dużo akcji, czystej rozrywki. Fani komiksu ocenią czy film spełnia ich nadzieje.
Premiera w Polsce: 29 kwietnia
Kolejna produkcja J.J.Abramsa, tym razem wspierać go będzie Steven Spielberg. Znów jak przy okazji Cloverfield trailery za dużo nie mówią(Abrams mistrz autopromocji, sprzeda nawet słaby film).
Pod jadący pociąg wpada ciężarówka, dochodzi do wybuchu, wszystkie wagony oprócz jednego ulegają zniszczeniu(z środka coś lub ktoś chce się wydostać...)
Premiera w Polsce: 17 czerwca
Captain America-The First Avenger Captain America: Pierwsze Starcie
Kolejny film na podstawie komiksu.Oficer amerykańskiej armii, Steve Rogers(Chris Evans), dobrowolnie zgłasza się na ochotnika do tajnego eksperymentu wojskowego. Eksperyment się udaje przemieniając go w bohatera zwanego Captain America, bohatera oddanego Ameryce i gotowego stanąć w obronie jej ideałów.Zobaczymy też Tommy Lee Jonesa , Nathalie Dormer(The Tudors) oraz Hugo Weavinga i Stanleya Tucci. Z opisu zalatuje kiczem,typowe od zera do bohatera.
Premiera w Polsce: 5 sierpnia
Na ten film czekam najbardziej, szybkie samochody, ładne dziewczyny i akcja.
Od czasu, gdy Brian (Paul Walker) i Mia Toretto (Jordana Brewster) uwolnili Doma (Vin Diesel) z rąk policji, wciąż uciekają przed pościgiem. Teraz znajdują się w Rio de Janeiro. Aby odzyskać wolność, muszą wykonać ostatnie zlecenie. Kompletują więc drużynę doborowych kierowców wyścigowych. Bohaterowie powinni jednak uważać: na ich życie dybie pewien skorumpowany biznesmen, ściga ich także policjant Luke Hobbs(Dwayne Johnson). Lubię tą serię, więc zawitam do kina na 100%
Oby to nie było kolejne nabijanie widza w butelkę, z jedną sceną w 3D jak w przypadku innych filmów, ale zobaczymy. Thor, który walczy za pomocą Mjollnira, młota wykonanego z tajemniczego metalu, wygnany zostaje z Asgardu, siedziby najwyższych bogów, na Ziemię. Tutaj pozbawiony zostaje wszystkich swoich boskich atrybutów , ma nauczyć się pokory i posłuszeństwa. O swojej przeszłości przypomina sobie dopiero kiedy przez przypadek znajduje Mjollnira. Tak rozpoczyna się jego walka o bezpieczeństwo ludzkości.W roli Thora(australijski aktor Chris Hemswort, widziałem go wcześniej chyba w A Perfect Getaway), w filmie zobaczymy także Anthonego Hopkinsa i Natalie Portman a także Rene Russo oraz Idrisa Elbe. Nie wiem czy ten film odda wierność komiksowi(nie czytałem go), już widziałem dyskusje jak to czarny bóg w mitologii nordyckiej? Patrząc na trailer spodziewam się dużo akcji, czystej rozrywki. Fani komiksu ocenią czy film spełnia ich nadzieje. Premiera w Polsce: 29 kwietnia
http://www.youtube.com/embed/aeAiohh1-AQ
[b]Super 8[/b]
Kolejna produkcja J.J.Abramsa, tym razem wspierać go będzie Steven Spielberg. Znów jak przy okazji Cloverfield trailery za dużo nie mówią(Abrams mistrz autopromocji, sprzeda nawet słaby film). Pod jadący pociąg wpada ciężarówka, dochodzi do wybuchu, wszystkie wagony oprócz jednego ulegają zniszczeniu(z środka coś lub ktoś chce się wydostać...) Premiera w Polsce: 17 czerwca
[b]Captain America-The First Avenger[/b] Captain America: Pierwsze Starcie
Kolejny film na podstawie komiksu.Oficer amerykańskiej armii, Steve Rogers(Chris Evans), dobrowolnie zgłasza się na ochotnika do tajnego eksperymentu wojskowego. Eksperyment się udaje przemieniając go w bohatera zwanego Captain America, bohatera oddanego Ameryce i gotowego stanąć w obronie jej ideałów.Zobaczymy też Tommy Lee Jonesa , Nathalie Dormer(The Tudors) oraz Hugo Weavinga i Stanleya Tucci. Z opisu zalatuje kiczem,typowe od zera do bohatera. Premiera w Polsce: 5 sierpnia
zamieszczam krótki spot
http://www.youtube.com/embed/jX-dpQAginE
[b]Fast Five[/b]
Na ten film czekam najbardziej, szybkie samochody, ładne dziewczyny i akcja. Od czasu, gdy Brian (Paul Walker) i Mia Toretto (Jordana Brewster) uwolnili Doma (Vin Diesel) z rąk policji, wciąż uciekają przed pościgiem. Teraz znajdują się w Rio de Janeiro. Aby odzyskać wolność, muszą wykonać ostatnie zlecenie. Kompletują więc drużynę doborowych kierowców wyścigowych. Bohaterowie powinni jednak uważać: na ich życie dybie pewien skorumpowany biznesmen, ściga ich także policjant Luke Hobbs(Dwayne Johnson). Lubię tą serię, więc zawitam do kina na 100%
http://www.youtube.com/embed/bf4oDjHUmkY
To tyle, [b]najphil[/b] świetna robota z twojej strony, o niektórych filmach nawet nie słyszałem :ok
Nigdy nie lubiłem komedii. Na palcach dwóch rąk mogę policzyć te, które mi się podobały. To znaczy te, w których rzeczywiście śmieszne żarty przeważały. Zwykle w takich filmach jest jeden, góra dwa dobre momenty, a reszta to na siłę wciskane, żenujące gagi. Percepcja pewnie się zmienia, kiedy komedię ogląda się upalonym z grupą kumpli, ale ja od tego stronie. Zwykle szkoda mi marnować dobrego zioła na tę moją bandę ćwoków. Pierwszą część filmu "Kac Vegas" jakoś przemęczyłem i raczej nie sięgnę po dwójkę. Jedno mnie tylko zastanawia, jak polski dystrybutor wybrnie z tłumaczenia tytułu, skoro druga część nie rozgrywa się w Vegas.
Przyznam się, że mam kłopot z kinem azjatyckim. Jest wiele świetnych filmów z bardzo ciekawymi scenariuszami, które z chęcią bym obejrzał, ale wiem z doświadczenia, że nie dam rady. Po prostu nie jestem w stanie odróżnić bohaterów. Zanim połapię się, kto jest kim i uda mi się przypisać twarz do imienia, które zwykle brzmi jak dźwięk upuszczonej na kafelki łyżeczki, mija trzy czwarte filmu - męczarnia. Temu filmowi jednak zamierzam dać szansę. Fabuła koncentruje się na rozgrywce, prowadzonej przez dwóch mężczyzn. Psychopaty, zabijającego kobiety i dzieci, oraz rządowego agenta, który nie zawaha się przed niczym, by go pochwycić. Ta produkcja narobiła już sporo zamieszania przez sam fakt, że w Korei nie dopuszczono jej do szerszej dystrybucji. Podobno nie tyle chodziło o brutalność poszczególnych scen, co o niepokojącą sugestywność w odbiorze całego filmu. Dodatkowym atutem jest Min-sik Choi w roli mordercy, a to prawdziwa ikona i największy twardziel kina azjatyckiego.
X-meni to ludzie obdarzeni mocą. Sam kiedyś taki byłem. Mój dar polegał na tym, że potrafiłem językiem rozpiąć biustonosz... (oczywiście nie sobie!). Nadeszły jednak czasy, w których biustonosze poszły w odstawkę, więc teraz mój talent o kant dupy potłuc. Cała seria spod znaku X-Men nigdy mnie nie przekonywała, mimo że lubię z rozmachem robione widowiska SF. Jedyna część, która mi jeszcze jakoś podeszła, to ta, w której fajna sarenka w obcisłym wdzianku próbowała powtórzyć numer Mojżesza i sprawić, by się rozstąpił jakiś wodny zbiornik. Nową część tej sagi zamierzam jednak obejrzeć, ale tylko i wyłącznie z jednego powodu. W roli Mystique, czyli takiej smerfnej siksy, wystąpiła Jennifer Lawrence. Po seansie "Do szpiku kości", filmu niestety niedocenionego przez oscarową komisję, jestem absolutnie zachwycony możliwościami tej młodziutkiej aktorki. To objawienie i talent najczystszej wody i warto śledzić jej karierę.
Nigdy nie lubiłem komedii. Na palcach dwóch rąk mogę policzyć te, które mi się podobały. To znaczy te, w których rzeczywiście śmieszne żarty przeważały. Zwykle w takich filmach jest jeden, góra dwa dobre momenty, a reszta to na siłę wciskane, żenujące gagi. Percepcja pewnie się zmienia, kiedy komedię ogląda się upalonym z grupą kumpli, ale ja od tego stronie. Zwykle szkoda mi marnować dobrego zioła na tę moją bandę ćwoków. Pierwszą część filmu "Kac Vegas" jakoś przemęczyłem i raczej nie sięgnę po dwójkę. Jedno mnie tylko zastanawia, jak polski dystrybutor wybrnie z tłumaczenia tytułu, skoro druga część nie rozgrywa się w Vegas.
http://www.youtube.com/embed/AwyOXDbsjlw
[b]I SAW THE DEVIL[/b]
Przyznam się, że mam kłopot z kinem azjatyckim. Jest wiele świetnych filmów z bardzo ciekawymi scenariuszami, które z chęcią bym obejrzał, ale wiem z doświadczenia, że nie dam rady. Po prostu nie jestem w stanie odróżnić bohaterów. Zanim połapię się, kto jest kim i uda mi się przypisać twarz do imienia, które zwykle brzmi jak dźwięk upuszczonej na kafelki łyżeczki, mija trzy czwarte filmu - męczarnia. Temu filmowi jednak zamierzam dać szansę. Fabuła koncentruje się na rozgrywce, prowadzonej przez dwóch mężczyzn. Psychopaty, zabijającego kobiety i dzieci, oraz rządowego agenta, który nie zawaha się przed niczym, by go pochwycić. Ta produkcja narobiła już sporo zamieszania przez sam fakt, że w Korei nie dopuszczono jej do szerszej dystrybucji. Podobno nie tyle chodziło o brutalność poszczególnych scen, co o niepokojącą sugestywność w odbiorze całego filmu. Dodatkowym atutem jest Min-sik Choi w roli mordercy, a to prawdziwa ikona i największy twardziel kina azjatyckiego.
http://www.youtube.com/embed/nY5Fq68To0E
[b]X-MEN: FIRST CLASS[/b]
X-meni to ludzie obdarzeni mocą. Sam kiedyś taki byłem. Mój dar polegał na tym, że potrafiłem językiem rozpiąć biustonosz... (oczywiście nie sobie!). Nadeszły jednak czasy, w których biustonosze poszły w odstawkę, więc teraz mój talent o kant dupy potłuc. Cała seria spod znaku X-Men nigdy mnie nie przekonywała, mimo że lubię z rozmachem robione widowiska SF. Jedyna część, która mi jeszcze jakoś podeszła, to ta, w której fajna sarenka w obcisłym wdzianku próbowała powtórzyć numer Mojżesza i sprawić, by się rozstąpił jakiś wodny zbiornik. Nową część tej sagi zamierzam jednak obejrzeć, ale tylko i wyłącznie z jednego powodu. W roli Mystique, czyli takiej smerfnej siksy, wystąpiła Jennifer Lawrence. Po seansie "Do szpiku kości", filmu niestety niedocenionego przez oscarową komisję, jestem absolutnie zachwycony możliwościami tej młodziutkiej aktorki. To objawienie i talent najczystszej wody i warto śledzić jej karierę.