Oglądnąłem... Miecz naostrzony, tarcza sprawdzona, gotowy do boju...
Na wstępie muszę nadmienić fakt, z którym chyba wszyscy się zgodzą - "książka zawsze lepsza od ekranizacji!". A w przypadku Kinga zawsze się to sprawdzało - pech, że akurat "worka kości" nie czytałem dlatego mogę z czystym sumieniem i w miarę obiektywnie go ocenić.
Czytając książki człowiek uruchamia swoją własną wyobraźnię. Wydarzenia opisane zawsze więc odbierane są w sposób indywidualny (każdy człowiek inaczej sobie wszystko wyobraża). Kręcąc więc film/serial na podstawie powieści reżyser postawiony jest w bardzo trudnej sytuacji - nie ma możliwości przedstawienia danej historii w sposób W JAKI TY JĄ ODEBRAŁEŚ - z góry więc skazany jest na porażkę...
Jeśli więc czytałeś - rozumiem rozgoryczenie i zawiedzione nadzieje. Jeśli jednak nie czytałeś to wcale nie jest tak źle i wcale nie powinieneś się opiniami fanów prozy Kinga sugerować.
Drugi odcinek faktycznie jest jakby słabszy od pierwszej części ale wynika to z prostej przyczyny - producent źle rozłożył scenariusz - nieproporcjonalnie.
Na początku (Part 1) poznajemy sławnego pisarza, przeżywamy z nim jego osobisty dramat. Śledzimy jego losy gdy próbuje odnaleźć na nowo sens swojego życia - widz ma czas na zasymilowanie się z postacią główną. Poznajemy też ospałe miasteczko, które skrywa jakąś swoją mroczną tajemnicę - nie wiadomo jaką ale atmosfera się zagęszcza z minuty na minutę...
W części drugiej natomiast wydarzenia toczą się tak szybko, że nic dziwnego, że reżyser sam się pogubił i popełnił kilka błędów, które choćby zacytował
Bostonq - po prostu zabrakło mu czasu na pełne rozwinięcie.
Patrząc jednak z globalnej perspektywy, telewizyjna wersja Bag of Bones jest całkiem dobra. Przedstawiona historia jest spójna i logiczna, zdjęcia i dźwięk również bez zarzutu - serial może więc się podobać!
Osobiście miło spędziłem czas przy oglądaniu - nie zrozumiałem jednak zasadniczej rzeczy:
Mam też kilka zarzutów:
Podsumowując:
Nie czytałeś? - oglądnij!
Nie oglądałeś? - przeczytaj.

Oglądnąłem... Miecz naostrzony, tarcza sprawdzona, gotowy do boju... ;)
Na wstępie muszę nadmienić fakt, z którym chyba wszyscy się zgodzą - "książka zawsze lepsza od ekranizacji!". A w przypadku Kinga zawsze się to sprawdzało - pech, że akurat "worka kości" nie czytałem dlatego mogę z czystym sumieniem i w miarę obiektywnie go ocenić.
Czytając książki człowiek uruchamia swoją własną wyobraźnię. Wydarzenia opisane zawsze więc odbierane są w sposób indywidualny (każdy człowiek inaczej sobie wszystko wyobraża). Kręcąc więc film/serial na podstawie powieści reżyser postawiony jest w bardzo trudnej sytuacji - nie ma możliwości przedstawienia danej historii w sposób W JAKI TY JĄ ODEBRAŁEŚ - z góry więc skazany jest na porażkę...
Jeśli więc czytałeś - rozumiem rozgoryczenie i zawiedzione nadzieje. Jeśli jednak nie czytałeś to wcale nie jest tak źle i wcale nie powinieneś się opiniami fanów prozy Kinga sugerować.
Drugi odcinek faktycznie jest jakby słabszy od pierwszej części ale wynika to z prostej przyczyny - producent źle rozłożył scenariusz - nieproporcjonalnie.
Na początku (Part 1) poznajemy sławnego pisarza, przeżywamy z nim jego osobisty dramat. Śledzimy jego losy gdy próbuje odnaleźć na nowo sens swojego życia - widz ma czas na zasymilowanie się z postacią główną. Poznajemy też ospałe miasteczko, które skrywa jakąś swoją mroczną tajemnicę - nie wiadomo jaką ale atmosfera się zagęszcza z minuty na minutę...
W części drugiej natomiast wydarzenia toczą się tak szybko, że nic dziwnego, że reżyser sam się pogubił i popełnił kilka błędów, które choćby zacytował [b]Bostonq[/b] - po prostu zabrakło mu czasu na pełne rozwinięcie.
Patrząc jednak z globalnej perspektywy, telewizyjna wersja Bag of Bones jest całkiem dobra. Przedstawiona historia jest spójna i logiczna, zdjęcia i dźwięk również bez zarzutu - serial może więc się podobać!
Osobiście miło spędziłem czas przy oglądaniu - nie zrozumiałem jednak zasadniczej rzeczy:
[spoiler]- dlaczego Max Devore popełnij samobójstwo? Co mu to dało?, Dlaczego??[/spoiler]Mam też kilka zarzutów:
[spoiler]- nie poczułem jego klimatu - np. kiedy chłopaki gwałcili Sare Tidwell, słuchając jej przeklęcia, zamiast poczuć dramatyzm sytuacji zastanawiałem się nad tym, co ta aktorka wstrzyknęła sobie by powiększyć wargi? (silikon?) - reżyserowi chyba nie o to chodziło w tej scenie...
- zabicie Mattie było co najmniej bezsensowne ponieważ nie przedstawiono widzowi żadnego "klanu" ani "szajki" obrońców miasteczka (bo chyba po to ją zastrzelono - żeby zakończyć klątwę) - kto więc i na czyje zlecenie ją zastrzelił? (w serialu nie przedstawiono innych złych postaci).[/spoiler]
Podsumowując:
Nie czytałeś? - oglądnij!
Nie oglądałeś? - przeczytaj.
:)